|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#33 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 923
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 5 dni 11 godz 19 min 45 s
|
Dwa lata wcześniej latem, byłem Winnetou. Winnetou w wersji ubogiej. Na golasa, ze słomiana przepaską na tyłku i łukiem z leszczyny. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że Winnetou to biały Francuz a film/kolejne części kręcono w Jugosławii. Dlatego strasznie żałowałem, że nie mam jego stroju z indiańskimi ozdobami ale najbardziej żałowałem mokasynów. Do dzisiaj mam słabość do takiego obuwia. Pierwsze buty, jakie zlecę do szycia, to będą właśnie mokasyny.
W zeszłym roku roku nabyłem dwie pary. Po raz pierwszy od lat dziesiąt "normalny" obuw. W którym można i do kościoła i na spacer po bulwarze. namawiała Strażnik Domowy i namówiła. Wydałem 490zł o rabacie 30%... mokasyno podobne. Wiem, że długo już nie będę namawiany. Jak siebie znam, to starczą mi do końca życia nawet, gdy dojadę do setki. Tymczasem Winnetou zakradł się na wierzbę górującą nad stawem. Prowadziła do niej wąska, grząska ścieżynka, która lubiły też chadzać do stawu gęsi i kaczki sąsiada przez dziurę w plocie. Nikomu to nie przeszkadzało poza Winnetou. Mimo, że szedł jak prawdziwy Indianin i stawiał stopy "krok w krok", odchody domowego ptactwa przeciskały mu się między palcami jak mielone w maszynce do mięsa babci. Kłóciło to się z honorem indiańskiego wodza ale trudno. Zawsze to lepsze ptasie, niż te krowie placki. Wdepnąć w taki, to jak Winnetou zaleźć za skórę. W każdym razie Winnetou z łukiem w garści chciał dać nauczkę tym cholernym gęsiom i kaczkom taką, że... Wdrapawszy się na konkretną gałąź i kiedy miał obie ręce zajęte polowaniem nagle...! Czyli WTEM!! Gałąź się złamała i Winnetou wpadł prosto w morze pokrzyw pod nią na skraju stawu... Wrzask jaki się podniósł wypłoszył ptactwo nie tylko ze stawu ale wzburzył też konia w stajni. Ze zboża uniosło się kilka buszujących tam kuropatw i... Dwa lata później (dokładniej półtora roku) Winnetou poszedł nad staw już nie tak skąpo odziany. W zestawie odpisanym wcześniej prezentował się na tle zmarzniętej do szpiku przyrody naprawdę efektownie. Winnetou żył jeszcze wtedy obrazami prezentowanymi w tvp 1. Był tylko jeden kanał i obsługiwał wszystkich. Od dzieci po starców. Niestety... Ani Wakacje z duchami, ni Podróż za jeden uśmiech czy Pan Samochodzik emitowane świeżo w tv opisywały tylko letnie przygody. Do tych Winnetou był przygotowany, że hej. Bardziej niż przykładnie ale zimowo...? Tabula niezapisana eksploracyjnie. Oczywista sanki, łyżwy - koncertowo, śmiganie na butqach itp. - znakomicie, ale bardziej zaawansowany plener to nawet nie po łebkach. Zimowego Winnetou strasznie kusił staw. Tym bardziej, że cały już był pokryty lodem. Wszystko już elegancko zamarznięte... gdyby tak mieć łyżwy! Łyżwy owszem, miała siostra i mogła pożyczyć, bo w Rumi ani mrozu, ani śniegu. Ale wiadomo... No więc nasz Winnetou cały niemal w wełnie, w pięknych walonkach zaczął sprawdzać czy lód trzyma. Lód trzymał ale gdzieś w połowie drogi do geometryczno-geograficznego środka zatrzeszczał i... ![]() Trwało to migiem, kiedy staw pochłonął Winnetou`ego... Nie było wrzasku, tylko trzask i plum! Na szczęście zimowy niski poziom wody ugrzązł gdzieś między pepkiem a klatą pirata, znaczy Winnetou`ego. Pierwsze wrażenie? Nie jest wcale tak zimno. Ale to było pierwsze wrażenie. Do dziś pamiętam niemal każdy szczegół akcji samoratunkowej. Najważniejszym było dotrzeć do brzegu. I to jakoś szło. Tu brawo dla Winnetou, bo nie wdrapywał się na lód (po pierwszej próbie) tylko łamał własnym ciężarem to, co było przed nim a po paru krokach już mógł wyjść normalnie na brzeg. Ale... co się dzieje...? Nogi zamarzają w walonkach eksresowo! Winnetou chce biec ale opada z sił, znaczy jakby nie może, bo ciało drętwieje. Przewraca się i nie może wstać... Zaczyna się czołgać, coś krzyczy... Nikt go jednak nie słyszy... Czołga się resztkami sił przez ogród, "mijając" po prawej oborę, drewutnię. Nie krzyczy... na to też już nie ma sił... Nawet na to. Udaje mu się doczołgać do furtki ale...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|