Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25.12.2025, 17:03   #541
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

W linkowanym podcaście kilka razy pada odpowiedź.
Śmieciowe żarcie - ultra przetworzone. Zacytuję ponownie: przyjemność staje się koniecznością/przymusem. Cukier prosty jak opioid.
Media skrojone pod odbiorców: sieczka informacyjna oparta o tę samą zasadę. Szybka nagroda - bez wysiłku = wyrzut dopaminy i rodzi się przymus korzystania z telefonu/tableta itp.
Media społecznościowe - pan "Cukier" po to wprowadził swój system nagród. Lajkujemy a brak lajka to niepokói.

Ja też tylko czekam na "chomika"

Jesteśmy niewolnikami jakby z natury rzeczy.. W melonowym wątku tyle o wolności padło.
Wolność... To chyba tylko u Pana Boga w ogródku...: krótki monolog komendanta policji.
Z wolnością jest jak ze zdrowiem i ich definicją.

Warto się przyjrzeć bliżej wspominanym też eksperymentom Calhouna. Ten z wymarłymi w komforcie myszami pięknisiami był zupełnie niespodziewanym finałem. Finałem bodaj dwóch dekad badań Calhouna. Numerował on swoje projekty. Pięknisie to 25-ty czy 26.
Calhouna szukał pomysłu na zachowanie dzietności
Domniemał, że komfort się temu przysłuży. Tworzył więc na szczurach (na początku) państwa miasta i obserwował. Każdy kolejny rojekt kończył się nie tak jak zakładał. Wyciągał kolejne wnioski, bo szczury/myszy zachowywały się dziwnie, przecząc oczekiwaniom. Egzystowały w ramach grupowych, "społecznych" zachowań. Gnieździły się w określonych miejscach stłoczone, wcale nie korzystając z dostępnej przestrzeni.
Mimo wystarczającej liczby miejsc wygodnego spożywania posiłku, "stały w kolejce" w miejscach wybranych itd.

Finalnie pokolenie pięknisiów nie miało od kogo czerpać wzorców, bo te starsze w końcu wymarło. Pięknisie nie wykazywały zainteresowania płcią przeciwną, tylko wyglądem władnego futra
Przestały walczyć o cokolwiek jak jeszcze poprzedzające je pokolenie. Przenoszone w inne miejsce, nie potrafiły w ogóle zaadoptować do nowych warunków
Straciły taką zdolność bezpowrotnie. Umierały jedne po drugich uzależnione od komfortu.

Ale na początku było tak pięknie.

Wczoraj miałem długi wyrzut dopaminy. Mikołaj sam przydreptal do dziadka, kazała się wziąć na ramiona i pokazując paluszkami różne dziwy rzucał krótkie hasła: cio to, cio to?
Postawiłem go przy dużym globusie i tłukł w niego rączkami jak w bębenek aż się echo niosło. Na koniec pokazał mi "relaksik". Kucal przy poduszce i na rzeczone hasło, padał na poduszkę jak kawka z szerokim uśmiechem. Umie też zaryczeć jak lew.

Marysia zaskoczył wszystkich, bo chciała zostać z dziadkami na noc.
Nie wiem, co robić. Moje uzależnienie od tych szkrabów rośnie.

Edycja (konsolidacja):

Proszzz...



Musimy sobie umieć postawić i konsekwentnie realizować cel/cele.
Lepiej skończyć jak aktywny enpede niż piękniś.
Zapraszam do reaktywowanego wątku Grąbczewskiego. Znowu tworzę Arcyplan.
"Dogrywka" zmienię na "Siódme Wtajemniczenie".

Edycja`

To jak z tym alkoholem jest?
Zasadniczo, to szkodzi zdrowiu.
Ale... Brytyjczyki badali Czechów i wyszły im takie dziwota. Mianowicie, że.
Czeski styl - dwie piva w restauracje i do domu ma swoje duże plusy.
Kobiety tychże wiedzą, gdzie ich mężowie są i mają ten czas dla siebie. Co one wtedy robią, nie wnikam. Mogą np. przyjmować pocztę.

Chopy w tym czasie siedzą w knajpie i cementują męskie relacje, co pozytywnie wpływa na ich psychę. Piwo w czeskim jest rodzaju żenskiego. Może dlatego?

O to wynik.

__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 29.12.2025 o 10:01
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.12.2025, 22:15   #542
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

Lily Asfhar...
Szukałem w oryginale jednej z jej pięknych, perskich ballad, którą "skradłem" jako podkład do mojej afgańskiej Golgoty...



Otóż ta wspaniała gitarzystka odeszła dwa lata temu... Rocznik 1960.
Dorastała w czasach Rezy Pahlavi...

Dopiero teraz zwróciłem uwagę na strój jej gitary. Nie da się na klasycznej, klasycznej gitarze zagrać tego utworu. Perska skalą wymaga użycia ćwierć tonów a takich nie ma w skali europejskiej.
Kto bardziej gitarowo biegły, niech rzuci okiem na zbliżenia gryfu. Ciekawe czy dostrzeże niezwykłą innowację Lily? Patrzajcie na progi.

Jutro wrzucę schemat postępowania z postanowieniami noworocznymi. Popel iłem już go ale tak to jest z pisaniem na telefonie.
Będzie między innymi o kupie.
Warunek, muszę wcześniej...
Nie muszę... Wstanę przed szóstą i siądę do klawiatury kompa, na której wygram dla was to, co każdy zrozumie. Muzyka jest uniwersalna. Alfabet muzyczny każdy jest zdolny pojąć.
Do re mi fasola.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 31.12.2025, 08:37   #543
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

Wszystko się sypło.
Przed Świętami byłem wyregulowany cukrowo i teraz mechanizm starego zegara, w sensie sprężyna na nie tym napięciu chodzi. Miało być o kupie a jest o sikach. Ale krótko.
Dwie pobudki w nocy, jedna nad ranem i... zmęczenie. Zaraz mi jednak odśnieżanie pomoże.
Zatem szybko do przednoworocznych noworocznych postanowień. Zrobię to a tamto a tego i tamtego nie będę robił. Nie. Nic z tych rzeczy.

Teraz krótko o kupie.
Wstaję, robię kupę i już. Nie obiecujesz sobie, że codziennie rano zrobisz kupę, no nie? Wstajesz i robisz. Ja sobie obiecuję jedno z kupą. Bez jej zrobienia nigdzie się nie ruszam. U mnie od pomyślenia do wykonania są może dwie minuty?
Bardzo rzadko eter znosi taki wymiar.

Więc chodzi o to, by nie było obietnic, przysięgań i że od teraz to ja...!!
Od teraz to ja robię nic. Rano. Do czasu kupy kompletnie nic. Piszę. Tak.
To jest doskonałe nic nie robienie. Mózg pracuje na jednym bodźcu.
Mi jest łatwiej trochę, bo piszę bezwiednie. Tu nie ma procesu.
Jest proste działanie. Palce klikają w zdewastowaną klawiaturę i... tyle.
Wypluwam cudowne nic.

Oooo... kupa zrobiona ale to jeszcze nic. Czekam na drugą. W tym czasie słucham wiadomości ze świata i okolic. Smartfon się odzywa.
Pluje jak karabin. Nie ważne, że nie skroluję, nie mam tik toka czy instagrama ale mam fb. To narzędzie pracy niby. No, nie niby ale jest narzędziem. Tylko, jak wchodzę na fb, to przewijam. Inaczej się nie da a mózg tego nie lubi. Właśnie tego przewijania. Wchodzisz w rolę. Każde info to taka mała nagroda.

Potem te wieści. Są spersanolizowane ale przewinąć trzeba. To nie to, tego nie, tych cymbałów to na pewno nie. No bo tuba podrzuca ci barachło mimo twej woli kontroli.
Kamraci u Stanowskiego. O kamratach u Stanowskiego. Prawa strona, lewa strona, środkowa strona, tylna strona... Wiele amigo buduje sobie zasięgi na tych kamratach. Nie wchodzę.
Wystarczy, ze tutaj część odbiera mnie jak "kamrata". Taki fajny wyraz i tak go można spierdolić.

W Poprawce z geografii Polski Tytus zwiał z listem przed Krzyżakami na drzewo. Rzucił Krzyżakom kopernika (10 zł).
- Bracia kamraci! Kopernik własna monetę bije!
No... Wróciłem na właściwe tory. Tytus jest de best. W Pierwszy Dzień Świąt Marysia pokazała mi swój komiks. Rewelacja. R E W E L A C J A.
Wypada jeszcze skończyć grę planszową zainicjowaną rok temu pt.: Tur de Polska.

Do brzegu.
Robimy.

Z ciekawostek.
Lublin w Maroko?
To jest dopiero historia. Miałem ją zostawić w spokoju. Historię w sensie ale ona sama puka do mojego mózgu.
Może bardziej nadaje się do Szlakiem Grąbczewskiego ale pociągnę ją tutaj.
Bo to jaja są jak berety. Ta historia.

Zaczęła się w blisko dwa lata temu w Pirenejach...

Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 09:04   #544
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie Zabić drozda

Komu się udało przywitać z Nowym Rokiem?
U nas bajkowa sceneria.

Bardzo mnie miło w ten pierwszy dzień nic nie robiąc - pisząc. Dzień dobry tym, którzy czytając mnie teraz także nic nie robią. Siedzą, leżą, może stoją lub kucają i czytają. Zero bodźców, cisza, sama przyjemność.
Zatem bardzo nam przyjemnie razem.

Przerwa.
Robię kupę.
Po przerwie.

Zatem, skoro tak nam przyjemnie zdradzę sekret.
Z Nowym Rokiem nikt mnie już nie spotka. Więcej zdradzić nie mogę. Uchylę opłotkiem.
Zaniżona samoocena - gdzieś na końcu jej drogi depresja, myśli samobójcze lub...
Moi drodzy i tani... lub... JA.
Kliknąłem w przycisk RESET. Po siedmiu m-cach wyszło: NIE.

18 lat miałem 55 (już tuż tuż) lat temu.
55 lat temu wracamy ze szkoły SKM-ką. SKM z Wejherowa richtung Gdańsk. Jest już połączenie bezpośrednie z Gdynią Główną, nie trzeba się przesiadać z drewnianych wagonów berlińskiego metra do rodzimego produktu.
Tak, po Trójmieście hulało berlińskie metro, te od kapitana Pawłowa, który miał: czietyre minuty do cziasa.

Wracamy zatem ze szkoły. Siedzimy w służbówce. Na korytarzu jakiś gość. Wysiada w Śmiechowie, znaczy zamierzał. Odruchowo przy hamowaniu składu próbuje zachować równowagę i by nie upaść łapie się... dźwigni hamulca bezpieczeństwa.
Pociąg gwałtownie hamuje, jak pies Pluto czterema łapami. Wtedy bajki Disneya były na mega topie plus gumy do żucia z kaczorem Donaldem. Kto nie żuł ten był zwykłym frajerem, co nie znał życia. Wystawnego, w sensie.
Ludzie spadają z ławek, gość też fika orła. My jak pozostali. Trwają tylko ci, co plecami do kierunku jazdy, przyjmując pozostałych na lub między kolana itd.

Nasz sprawca/bohater wstaje przerażony... Nie wie, co robić, gdzie się ukryć... Wpada do naszego przedziału (służbowego) i siada vis a vis drzwi przesuwnych po przeciw położnej. Cwany sprawca. Chce mieć oko na "przestrzał". Kto nie zna tej pozycji, ten zawsze z biletem jechał.
Gość przerażony, blady i my. Jest nas kilku ale tylko dwóch trzy trzech z nas wie, o co chodzi. To ci (w tym JA), którzy nie zdążyli dopaść miękkich kanap. Ci na kanapach (to nie JA) plecami do wydarzenia i są zdezorientowani.

My (reszta, w tym JA) nie. My zaciekawieni.
Nagle gdzieś w tle pojawia się kierownik pociągu i konduktor. Zmierzają w naszym kierunku w ekspresowym tempie. Sprawca/bohater to widzi i... No szkoda na gościa patrzeć... szkoda. Zaraz wpadnie. Znaczy on tak myśli. To znaczy tak myślimy my, bo co on myśli nie wiemy ale przypuszczamy.
Para kierownik/konduktor lecąc na nas stopują tylko na chwilkę w korytarzach.
Ewidentnie wygląda na to, ze szukają sprawcy/bohatera. Znaczy pewnie wiedzą, kto nim jest. My nie wiemy skąd. Sprawca pewnie też ale my nie wiemy też i tego.

Nie wiemy, bo stan sprawcy, to jak chwila przed wybuchem supernowej. Nikt nie wie o wybuchu, tylko potencjalnie wybuchnięta/ty.
Drzwi od przedziału mamy otwarte.
Kierownik z konduktorem wpadają do przyległego służbówce korytarza!
Sprawca nie wytrzymuje i wybucha!!
Kierownik i konduktor nie zwracają na niego uwagi. Oni już wiedzą. Wiedzą, gdzie jest zerwany hamulec i tylko to ich interesuje. Biegną dalej, wybiegają na peron i... znikają.
Tymczasem nasz sprawca/bohater nadaje w amoku:
- To nie ja, to nie ja, to nie...

Ktoś z naszych rzuca w eter:
- Wysiada pan... Zwiewaj pan.
Ja dorzucam:
- Wytrze pan tylko odciski palców z hamulca.

Naród był wtedy zjednoczony przeciw władzy.

No dajesz pan! Ostatnia szansa. Nikt nic nie wie, tylko my! Nie wydamy obywatela pana.
Sprawca/bohater wstaje ale niezdecydowany... Widać uczciwy człowiek. Głupio było go popędzić kopniakiem.
Aż chce mi się zacytować Michnikowskiego z Kabaretu Dudek...



Opłotkami było a teraz do brzegu.

Najpierw kiedyś tam kiedyś obejrzałem film. Potem przeczytałem książkę.
Scenariusz zatem do tej książki już powstał ale...
JA postanowiłem napisać swój i zeakranizować, zachowując tytuł Bo pasuje jak ulał do mojego scenariusza. Przedstawiam państwu...

ZABIĆ DROZDA.


Zdjęcie dla odciągnięcia uwagi.

Podkreślam, by nie uszło.
Nikt mnie z Nowym Rokiem już nie zobaczy.

Edycja.
Kapela! Grać!

__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Wczoraj o 09:35
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 09:53   #545
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie Zabić Drozda - Prolog

Internety.

1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo.

Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii.

Nie lecieć.
Nie jechać.
Nie płynąć.
Tylko iść — krok po kroku.
Bez skrótów. Bez wyjątków.

Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty.
Szacowany czas: od 8 do 12 lat.
Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu.

Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady.
Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd.
Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo.
Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję.
Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej.

Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone.
W 2005 roku dotarł na Alaskę.

Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa.

W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody.

Dotarli do Rosji.

Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała.
Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały.
Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj.

W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy.

W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat.
Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty.

Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu.
Potem nie otrzymał wizy do Iranu.
Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19.

Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław.
Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody.
Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”.

Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu.
W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne.

17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu.
Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy.

27 lat.
Cztery kontynenty.
Dziesiątki tysięcy kilometrów.
W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull.

Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil.

Liczby są bezlitosne:
27 lat.
Ponad 47 000 kilometrów pieszo.
25 krajów.
4 kontynenty.
Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację.

Co pcha człowieka do czegoś takiego?

„To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby.
Nie dla charytatywności.
Nie dla sławy.
Dlatego, że to trudne.
Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił.
Dlatego, że wyzwanie istniało.

Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości.

„99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi.
„Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”.

Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku.
Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile.
Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu.

Bez samolotów.
Bez samochodów.
Bez skrótów.

Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę:
- czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie.

Jest prawie gotowy.
Prawie w domu.

Po 27 latach niepoddawania się.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 10:47   #546
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie Zabić Drozda

Zanim, noworoczne wpierdol.



Tymczasem stoję przed wyborem formy i kusi mnie nawiązanie do tragedii antycznej lub komediodramatu w nowszym wydaniu.
A może poraz kolejny złamać formę i pioniersko...
Połączyć moje przeogromne JA z nową rzeczywistością?

Szeregowy Kowalski, powiedzcie własnymi słowami, co to jest ojczyzna?
- Ojczyzna obywatelu poruczniku, to jak moja matka!
Brawo Kowalski! A wy Nowak? Wy powiedzcie to własnymi słowami!
- Ojczyzna obywatelu poruczniku... to tak jakby... matka Kowalskiego.

Zatem naj sam przód wprowadzę innowację i moją pionierskość zastąpię...
Pionierszczyzną.
Tak... Pionierszczyzna obywatelu poruczniku, to ja!

Jak wybiorę formę, to się zamelduję tymczasem czekam na pilne meldunki, z pustynnego Maroko.

Edycja.
W rajdzie moja ekipa ciągnie ogon.
Lublin służy do dawania cienia tym, którzy doznają awarii.
__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Wczoraj o 18:10
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Wczoraj, 15:32   #547
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

https://siejemywiedze.pl/?fbclid=Iwd...t5SzhIV5nXJtCQ

Kusi mnie.
Nikt nie pyta o moje czereśnie?

Edycja.
Możecie mnie mówić: Czereśniak.

Nowy Rok, więc dzieje się.
Dzieje się w temacie głównym.
Na urodziny wyprosiłem sobie zestaw japońskich pił do precyzyjnego cięcia i kompletu dłuteł. Kto mniej tiktowo podchodził do literatury podwórka ten zauważył, że mam już przygotowany komplet ćwiczebny.
Deseczki 2x2cm i 2x3cm. Oraz większe profile na których będę wycinał (znaczy ćwiczył się) wycinając te zamki, które fizycznie użyję w procesie renowacji domu i stodoły.

Na jakim drewnie? Decyzja podjęta również. Będzie cięte w grudniu/styczniu, suszone komorowo, strugane i impregnowane. Te ostatnie nie wiem czy nie wykonam samemu. Jest jeszcze wariant alternatywnie uzupełniający, to wysezonowane naturalnie zdrowe drewno, pozyskane z rozbiórki starej, drewnianej chaty. Dlaczego tak? W swoim czasie uzasadnię.

Poniżej autor kanału ("mój student") porusza istotny wątek, na który nie wszyscy zwracają uwagę.



Ten temat jest już za mną ale warto posłuchać po świeży odcinek a i mnie przyjemnie odświeżyć podstawy. Pisałem wcześniej na jakiej literaturze się opieram i jest to kawał materiału, do którego ciągle wracam, bo mózg odmawia posłuszeństwa ale coraz sprawniej pracuje.
Ponieważ drewno, to primadonna mama mija nie będę się bawił w naturalne suszenie, bo pomijamy w ten sposób jeden istotny proces. Drugi, to (moim zdaniem) mit - czyli dosychanie drewna na domu w trakcie budowy. Mit, że doschnie do swoistej równowagi a odpowiednio "łapane" nie skurczy się czy nie wypaczy itd. Widzę zastosowanie dla mokrego drewna ale to nie mój przypadek.
"Film ten wiele wam podpowie" - tak skończę.

Jak nie podpowie, to ... Każdy sobie uzupełni kropki jak uważa.
__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Wczoraj o 18:09
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 04:04   #548
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

Zmiana koncepcji.
Rościgniew kopie się w piaskach Sahelu jak ja z koniem.
Że mną jest gorzej. 28 + 22 ile się równa?
Do rana muszę poznać prawidłowy wynik.
Od wyniku muszę odjąć 40.

3:04 a mózg już wyspany.
__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Dzisiaj o 08:18
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 09:58   #549
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem.

Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda.
Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy.
Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył.

Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest.
W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie.
Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników).

Rościmir to geniusz z grupy pierwszej.
Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np.
- Słuchaj El ...
Ja słucham.
--------------------------------------------------
15 minut później.
- Słuchaj El, bo ...
Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę).
--------------------------------------------------
Po kolejnym kwadransie:
- Słuchaj El, muszę kończyć.

Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła.
Też nie mają racji.
Nie słucham ale...
... nie przerywam.
Mało mówię.
I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał.

I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją.
To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego.
Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył.

A tu się nagle coś zesrało...
Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek...
- Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce...
To jest coś ale w takiej grupie...?

I kontynui:
- Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi.

Wzruszyłem się...
Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego...
No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty.
Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie.

W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy...
Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji.
Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk.

Przed państwem wasz Bohater!
El Slater!!



W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda.
Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 19:03   #550
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie

Cel, to obietnica dana przyszłemu sobie.

Richard Feynman.

Wspomnę sobie Lily Asfhar...

__________________
Jam nie Babinicz...

Ostatnio edytowane przez El Czariusz : Dzisiaj o 21:01
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz


Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:19.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.