Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary Wczoraj, 22:26   #1017
hOMER
 
hOMER's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2013
Posty: 8
Motocykl: x2=4x4
hOMER jest na dystyngowanej drodze
Online: 10 godz 35 min 4 s
Domyślnie

jeszcze jeden przekaz trafił więc puszczam na świeżo!


Żart się udał do tego stopnia, że zadziałał w druga stronę. Teraz mam wnuczkę dużą.
Emy nie zabieramy. Przez chwilę coś jej tam zaczęło świtać ale baba z wozu itd. Spakowałem ją w 15
minut i pojechała z naszym błogosławieństwem na północ do Chatgał.
My do landcruisera i tak jak widziałeś w zapisie tracku Cichego. Nie załatwiamy ostatecznie żadnych
pozwoleń. Jakieś 40km asfaltem na północ potem cały czas pod górę. Dwie przełęcze i zjazd do Ułaan
Uuł. Dalej skrajem kotliny już nad Cagaanuur. Do przełączy względny szuter tylko lokalnie tarka.
Potem już gorzej. Jak popada to musi tu być niezła jazda. Teren w nasze skali typowo 4x4.
Wg lokalnej dla Piriusa.
Trochę szkoda, że kotlinę jechaliśmy już po ciemku. Można by rzec - klasyczna mongoliada. Poza
dwoma postojami na żarcie wiele razy stawaliśmy, bo na dachu luzował się kanister ze 100 litrami
benzyny. Kiedy słońce już zaszło nasz kierowca dopiero spiął go z bagażnikiem taśmą
transportową...
Elegancko filmował to tuber Ochirro`s World.
Jeszcze epizod z Murun.
Robert jest naszym głównym logistykiem, bo zna angielski. Zatem wynajem LC 100 spadł na jego
barki. Właścicielka (chyba) hotelu szybko podstawiła nam gościa, co zaproponował elegancko 500
000 wariatów. Bez szans, to podstawili drugiego, niby konkurencja (bodaj) 350 000. Stosujemy tu
prosty przelicznik. Ścinamy tysiąc i wychodzi w złotych. Pojechaliśmy za 250 000.
Robert jest też głównym logistykiem bo zna Piotra. Piotr jest mongolskim szefem wszystkich szefów.
Znaczy polsko-mongolskim. Ileś lat temu znany mongolista pan Uryn pisał pierwszy ładny przewodnik
po Mongolii. Chyba każdy go czytał. Pan (Bolesław?) Uryn konsultował terminy z naszym Piotrem. My
Piotra też znamy ale Robert lepiej, bo dwa lata temu spływali razem jakąś rzeką. Prawdopodobnie
nikt ją nie płynął wcześniej. Gdybym jam płynął z nimi napisałbym, że na pewno nikt tego przed nami
nie zrobił.
Kolega Piotr był tu m-c przed nami, odwiedzając swojego dobrego znajomego nad Cagaan nuur,
którego poznał 15 lat temu, jak tu był.
Dlatego dzisiaj zapakowaliśmy się z całą jego rodziną do buchanki i pojechaliśmy zapoznać/okiełznać
konie na letnim pastwisku i tu już zostajemy. W sensie do jutra, bo jutro już siadamy na konie i
jedziemy z dwoma myśliwymi. Pierwotnie mieliśmy jechać z synem kolegi Piotra ale on nie mówi po
angielsku. Nie mówi też po rosyjsku. Najlepsze, że nie mówi też po mongolsku ale... rozumie mój
węgierski.
Jaki ten świat mały...
Korzystając z zasięgu dopytałem kolegę Piotra na łotsapie w co my się właściwie pakujemy z tymi
końmi, bo Cichy jak to Cichy - milczy.
No więc pojedziemy na tych koniach na zachód, w klasyczne mongolskie pizdu. Gdzieś pod granicę
ruską przez góry. Odpaliłem google earth i lukam w ten teren i tu nic nie ma. W sensie żadnej ścieżki,
nic. Tajga w wydaniu lokalnym czyli modrzewiowa monokultura.
Jeszcze o koniach.Mi przypadł biały plus konie transportowe i konie myśliwych. Moim zdaniem i
Mario za dużo ale ja się na koniach w ogóle nie znam. Siedziałem na koniu trzy razy w życiu. Pierwszy

raz jak się wspinałem na nocnik po drabinie. Drugi w Kirgistanie w 2008. Dopiero trzeci raz
(Afganistan 2010) jechałem. Z dobre 100m pokonywałem konno brod.
No i jutro. Dzisiaj oglądałem konie w blasku słońca. Pogoda zaprawdę nam dopisuje. Ten mój biały to
prawie Arab. Dostaniemy siodła ruskie. Z drewnianym szkieletem ale poduszką czy jakoś tak. Pytam
się naszych koniuszy dwóch, co to będzie... W sensie z moim tyłkiem, udami... Od minionego
poniedziałku codziennie robiłem przysiady w seriach. Teraz mnie jeszcze do tego nogi bolą.
W sumie z tego wszystkiego to ja nic nie wiem. Trochę ogarnąłem geografię terenu, zrobiłem mały
spacer z naszego aułuu na hopkę, która rzuca nam cień od południa. Panoramy bajeczne Homer.
Bajeczne.Zasięg zapewne stracimy wchodząc w zachodnie pasmo. Zapewne gdzieś trafimy na
Cagaanów przemieszczających się ze swoimi charakterystycznymi namiotami przypominającymi tipi.
Jedno wiem. W ten teren komercyjne wycieczki się nie zapędzają. Za trudny i niebezpieczny.
No i ta wiedza mi wystarczy.
hOMER jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem