no i wracamy do gumy..
Gumę oczywiście złapał Sławek, który wspaniałomyślnie schował łyżki pod siedzenie, na wierzch położył opony, worki i cały majdan łącznie z sakwami obwiązał pasami do przewozu motocykli. Jednym słowem dupa "zimna" w pełnym słońcu przy jednoczesnej walce z cholernymi muszkami!
w czasie serwisu (nie wierze, że Kubicy robią to w kilka sekund, to fotomontaż jak z lądowaniem na księżycu) na poboczu mija nas końcówka peletonu
Po serwisie i zapakowaniu się ruszamy nad rzekę w stronę orzeźwienia. Nad rzeką wylatują nam na drogę Turki, którzy zdaje się cały dzień pilnują pompy nawadniającej ich pola. Zapraszają nas na czaj gotowany nad ogniskiem w małym obskurnym czajniku - jednym słowem nie wypada odmówić. Dogadać się nie idzie i jak wszyscy w Turcji pytają czy jesteśmy Niemcami, chyba nie ma osoby w Turcji, która nie mieszkała jakiś czas u Germańców. Herbata była niezła i byłbym się skusił na drugą szklaneczkę (wielkości naszych kieliszków) ale Sławek zauważa niepokojący stan higieny osobistej naszych gospodarzy i daje znaki, że się zmywamy.