|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#692 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 880
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 22 godz 34 min 16 s
|
Tak jest Kolego.
Po uwarzeniu będziemy świętować koniec projektu pt.: uwarzenie Elwooda. To będzie kolejny etap naprawy mojego wewnętrznego świata. Pierwszy zakończy się z chwilą, kiedy przy tytułowym zapisie (obecnym) pojawi się "0". Dzisiaj jest 19. Odliczanie trwa. Cudowne jest naprawianie siebie a nie świata. Sygnalizować upadek tego drugiego jednak nie zaszkodzi. Najważniejszym, to nie stać między ludźmi ze swoimi problemami. Można spokojnie stać z boku. Stać i mimo wieku uczyć się. Mój świat wewnętrzny trochę się powiększył. To troje wnuków. One mnie socjalizują z jednej strony, z drugiej - zmuszają do nauki. To, co jest dzisiaj, jest dla nich ważne. Ja nie chcę tych szkrabów zawieźć. Wczoraj się dowiedziałem, że nie umiem robić herbaty. Babcia (Strażnik Domowy) robi dobrą. Lepszej Kacprowi nie trzeba. Koniec dyskusji. Tymczasem. Wasz bohater (czyli naturalnie ja) melduje się o poranku na dworcu. Do wczorajszego poranka wycieczka odbywała się na warunkach Pana Tadeusza. Były elegancko określone. Spisałem się jak długopis. Wczoraj wieczorem wymieniłem wkład. Na dworcu go wyciągam. Długopis. Pisze doskonale. Więc tak. Tak, jak w dowcipie: frajerzy pojechali zwiedzać piramidy a ja nad...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#693 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 880
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 22 godz 34 min 16 s
|
Jednak te 15 lat temu miałem więcej w jajach niż dzisiaj.
Dzisiaj musiałbym naładować smartfona, bez tego ani rusz. bez mapy w telefonie, ani rusz. Obliczony dystans itd. A 15 lat temu...? Kierunek globus pl i tyle kombinowania. Od razu w założeniu było, że będę się posiłkować "czym popadnie". Pociąg na północ odchodził z rana. Coś kole przed 9-tą a celem moim było Bijelo Pole. No jakąś godność wycieczkową trza mieć. Zatem założenie wycieczkowe było takie, że góry, to ja robię transportem zastępczym ale wszystkie granice rowerem. No i taki gryplan wydał mi się doskonały. Tak czy owak ograniczał moje swawole budżet z jednej strony i ewentualna kondycja z drugiej. W sumie o kondycję to ja się nie martwiłem. Dupa boli, to boli. Koga przerzutek miała moc. Rama za mała i że czubkiem buta zdarzało mi się spotkać z przednim kołem? Dobrze, że miałem pompkę. Nie miałem już zapasowej dętki (wentyl w starej ułamał pan Tadeusz) a z kluczy tylko te do zamków moich drzwi domowych? Nie, nie, nie... Na cholerę sobie tworzyć problemy? W sensie martwić sie o to, na co nie mam wpływu? Absolutnie nie ja. No był jeden problem... - Cudownie El, że zmieniłeś warunki. Ale się jebnę na kanapie w pociągu i w końcu odpocznę! Rozmarzył się Alter Egon. Ty? - No! Ty nie. Ja odpocznę a ty wsiadasz na rower i pedałujesz do Bijelo Polie. - Ale jak?! Pedałujesz i jedziesz a pod górę prowadzisz, jak ci rura zmięknie. Bilet na mnie, Egona i na rower kosztował kilka euro. Chyba płaciłem kartą, trzymając rezerwę (50Eu) na czarną godzinę. I tu zrobiłem błąd ale... gdybym rozmienił banknot w kasie, moje dalsze wycieczkowe życie potoczyło by się innym trybem. Efekt motyla. Pociąg, do którego zapakowałem się z rowerem był międzynarodowym. Ostatnią jego stacją/przystankiem na czarnogórskiej ziemi było Bijelo Pole. Z mapy na dworcu wynikało, że do Priljepolie po serbskiej stronie jest kole 50km. Czyli mniej więcej tyle, co miałem już w nogach więc nie jest źle. Mój pociąg finalnie ocierał się o Peszter - serbski Pamir. Zatem odjazd!
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#694 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 880
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 22 godz 34 min 16 s
|
Dzieju, miało miejsce takie.
http://renowacjaposadzek.pl/blog/moj...owerowe-200km/ Dzisiaj na Przystanku Oliwa obudziło mnie na chacie 12,5st na plusie wewnątrz i 14 na minusie na zewnątrz. Świeci słońce i jak mówi pani Zielińska, jest fajnie. Tu się akurat z nią zgadzam, wyrywając ją z kontekstu. Poza tym ta kobieta bredzi. Jest kłamczuchą i ma beret zryty algami. Do tego jest głupia jak but z mojej lewej nogi. Inteligentna ale głupia jak but. Powoli wymiera gatunek ludzi mądrych. Pozostaje ten wykształcony z rodzynkami: ministerka Kotula. W zasadzie, gdyby nie dociekliwość jakiejś osoby dziennikarskiej, to może ministerka Kotula była by już dzisiaj doktorem. Może nawet doktorem nauk? To znaczy doktorką. Doktorką, doktorczynią. Czyniącą doktorat nieustannie. Ministerka kultury zwykłą chamką, ministra edukacji nienarodowej wręcz tuzem "mądrości"... P.S. Współczynnik dzietności w Sopocie = 0,57. To rzut beretem ode mnie.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#695 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 880
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 4 dni 22 godz 34 min 16 s
|
Internaty.
Roger Scruton opisuje lewicową rewolucję niszczącą uniwersytet od lat 60. (...) w latach 60 pojawił się zupełnie nowy rodzaju nonsensu, przeznaczony na użytek rewolucyjnej młodzieży. Nowy gatunek nonsensu natychmiast przyswoili sobie profesorzy, którzy nie chcieli dać się prześcignąć studentom w rewolucyjnym zapale i uczynili z niego fundament postmodernistycznego programu nauczania. Od tej pory na uniwersytetach można było propagować największe bzdury, które nie podlegały krytyce, jeśli w swojej wymowie sprawiały wrażenie niepodważalnie lewicowych. Jak większość rewolucji również ta zaczęła się w Paryżu. Młodzi rewolucjoniści, których znałem w 1968 roku, byli zafascynowani Louisem Althusserem, którego "Pour Marx" czyta się jak liturgiczne zaklinanie diabła skomponowane przez kogoś, kto bez zrozumienia wyjmuje zwroty z kiepskiego przekładu "Kapitału". (...) "Pour Marx" składa się wyłącznie z (...) wyrafinowanej terminologicznie pustki znaczeniowej (...) Niezrozumiałość jego tekstów gwarantowała, że są istotne. Po Althusserze łono historii (...) wydało się sobie rwący strumień niedorzeczności. Swoje eseje publikowali (âŚ) Derrida, Kristeva, Sollers, Deleuze, Guattari i tysiąc innych producentów śmieciowej myśli, której tylko jeden aspekt miał być zrozumiały, mianowicie jej rewolucyjna "wywrotowość". Styl wyroczni polegający na używaniu słów jako zaklęć, a nie argumentów, zainspirował niepoliczalnych naśladowców na wydziałach humanistycznych w całym zachodnim świecie. Nareszcie każdy mógł być myślicielem. Nie trzeba już było mieć własnych przemyśleń (...)". Scruton przywołuje kilka fragmentów z tej napuszonej mowy. Althusser: "To nie jest tylko sytuacja w zasadzie (zajmowana przez nią w hierarchii przypadków w relacji do przypadku determinującego: w społeczeństwie, gospodarce) ani tylko sytuacja w rzeczywistości faktycznej (niezależnie od tego, czy w rozważanej fazie jest dominująca czy podporządkowana), lecz jest to relacja tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej do tej sytuacji w zasadzie, czyli ta sama relacja, która czyni z tej sytuacji w rzeczywistości faktycznej wariację "inwariant" struktury, w dominacji, totalności." I inny przykład z jakiegoś kapłana: W obrębie tej konfliktogennej ekonomii kolonialnego dyskursu, którą Edward Said opisuje jako napięcie pomiędzy synchroniczną panoptyczną wizją dominacji "żądaniem identyczności, zastoju "i kontr presją diachronii historii âzmiana, różnica â mimikra reprezentuje ironiczny kompromis. Jeśli wolno nam przyswoić sobie Samuela Webera formułę marginalizującej wizji kastracji (...)".
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|