Nie, mniej więcej tyle co obecnie w Polsce (300-400).
Problem z miśkami w Bieszczadach stworzyła durna ekopolityka, ostatnio to już w ogóle przegięcie - niedźwiedzia, który śmiertelnie zaatakował człowieka się nie odstrzeliwuje (na Słowacji tylko w 2025 r. odstrzelono ok. 350 szt.). Przypadek, gdy ostatnio misiek zabił kobitę (Płonna) to nie był "wypadek przy pracy" (wcześniej w lutym atak w Dwerniku, w marcu w Kalnicy - 300m od zabudowań, ofiary ciężko ranne, ale przeżyły, ale raczej nie ten sam), ten niedźwiedź ZAPOLOWAŁ na człowieka - zaciągnął ciało w krzaki i zaczął konsumować, odstraszany wracał jeszcze do ciała kilka razy, a na założonej fotopułapce zarejestrowano później powracającego miśka już po zabraniu ciała. Gdyby chciał tylko nastraszyć, to by nie wracał po trupa. Ten konkretny osobnik posmakował ludzkiego mięsa i będzie próbował zapolować ponownie, zresztą prawdopodobnie ten sam już zatakował dwóch rolników, tylko goście zdążyli się schować do auta.
Poprzednia ofiara miśka była w 2014 r. koło Olszanicy, wcześniej gdzieś w latach powojennych misiek zabił kobietę w Tatrach, która weszła do opuszczonego szałasu a ten siedział w środku (typowa sytuacja zagrożenia dla miśka). Przez ostatnie lata częstotliwość ataków miśków na ludzi wzrasta.
W Biesach obecnie jest ok. 70-100 miśków, w naszych Tatrach w tym roku naliczono rekordowe 64 sztuki (38 samic, 24 samce, w całych Tatrach, polskich i słowackich, żyje ich ok. 80 sztuk), w ciągu ostatnich 10 lat przybyło ich tam ok. 50%). W całej Polsce jest ich obecnie ok. 300-400 sztuk - to 3x więcej niż jeszcze dekadę temu. Część z nich to imigranci ze Słowacji i Ukrainy, bo tam się do miśków strzela, więc uciekają do nas.
W ministerstwach wymyślili, żeby odstraszać miśki kulami gumowymi. Jak ktoś wie jak grube futro ma misiek, to tylko się będzie śmiał. Misiek to nie jest tłusta kulka. Goły misiek wygląda jak wielki silny pies. Misiek "ubrany" ma kamizelkę gumokuloodporną z futra. Czasem nawet kula karabinowa nie wystarczy, jeśli się nie zabije miśka od razu, tylko rani (ranny niedźwiedź jest najgorszy). To nie ekoaktywista na proteście na moście Siekierkowskim. To wszystkożerny kiler, i choć na codzień żre borówki, grzyby, korzonki, robaki itp., to +/- jedna piąta jego pokarmu to mięcho.
A mówimy tylko o brunatnym. A są gorsze, na szczęście nie u nas.
O, np. takie jak niżej (to najdłuższa walka niedźwiedzi, jaką udało się sfilmować, normalnie trwa o wiele krócej, minutę, góra dwie. Zwróćcie uwagę, jakie one są szybkie, wróć, to złe określenie, one są BŁYSKAWICZNIE SZYBKIE). Szary (grizzly), kodiak, polarny (ten to dopiero kiler, potrafi upolować narwala). Mniej groźny jest czarny (baribal) i himalajski (tybetański), te raczej unikają kontaktu z ludźmi, są dość płochliwe, ale zagrożone bronić się dobrze umieją.
Spotykałem miśki wielokrotnie (nigdy mnie nie zaatakował), wiele razy orientowałem się dopiero po fakcie (świeżych śladach i odchodach), ostatnio w Pamirze jak łaziłem po zadupiach z plecakiem, foto poniżej). Najbliżej miśków byłem ok. 7-8m (samica z dwoma młodymi przecinająca drogę do Moka, na której byłem z dzieciakiem). W tej samej sytuacji znajomy leśniczy był od niej jakiś metr - i ani drgnął jak kolo niego przeszła ta kawalkada. Jaja ze stali i umiejętność obchodzenia się ze zwierzętami.
Kilery, ale i tak je lubię. Ale z daleka.
Około roczniak z Pamiru (odcisk buta dla skali):
Tutaj mamuśka z młodym (ślady młodego poza kadrem) na Smreczynach na Słowacji, spora:
Ten na Hali Gąsienicowej (stary skan ze slajdu):