Wracam na chwilę do Europy.
Moja Ukraina, to rocznik 1974.
A tu epicki etap Giro z tego roku.
Jeden z komentarzy: to byli ludzie twardsi niż gwoździe do trumny.
Ładne porównanie.
Jakie kadencję... Gwoździe i uda ze stali. Głowy bez kasków, na wielu etapach końcowe podjazdy bez asfaltu.
A ja...?
Leżę od 13-tej w łóżku i łykam mikstury.
Tak się dzisiaj napracowałem. Ale zawsze.
Na wsi cieplej niż w Gdańsku. Sodomia i Gomoria z tą pogodą
__________________
Jam nie Babinicz...
|