Pisałem, że odezwę się tutaj jak będzie się działo to, co obiecałem w "odezwie".
Więc się dzieje.
Ale dzisiaj nie o tym.
Poświęciłem już gamoniowi kilka fajnych postów. Wiem, że były fajne, bo sygnalizowali mi to sygnaliści. Te pozytywne pedały, "bo sygnalistów było wielu..."
Ja też jestem sygnalistą ale z innego pokolenia. Z tego pokolenia, które zacięcie trzymało gębę na kłódkę nawet, gdy było złapane za rękę. Z racji mego szalonego podejścia do komuny, nie potrafiła ona znaleźć na mnie haka.
W sumie jestem (znaczy chciałbym być) jak Pan Fronczewski.
Znakomity aktor.
Jego komuna też próbowała złamać. Załatwił ich bez mydła.
Mnie w 1984, kiedy porzuciłem wojsko "akademickie", w które wpakowałem się jak w granicę z AFG w 2008-ym, spotkało to samo. I to trzy razy, za każdym razem skutecznie.
Jest tu z nami uzer "dra-twa". W jednym z wątków napisał, że ma już dość powtarzania "tych samych"...
Ja w moim wątku powielam f-cznie moje wspomnienia - powtarzam. Za każdym razem, kiedy tu wracam...
Na tym polega uczenie.
Nie wiem, na czym polega "popularność" tego wątku. Gonię ATomka i zaraz dogonię jego "Samych Swoich"...
Polega to na czym...?
Ale wyobraźcie sobie teraz Fazika, który nie "politykuje" i otwiera podobny wątek.
Przekonałem go do tego.
Jutro się będziemy korespondencyjnie targować. Będzie jatka na całego.
__________________
Jam nie Babinicz...
|