Oczywiście!
Moje "podanie" nabiera mocy urzędowej, zatem zapraszam na kawę.
Podanie... Prośba nie cierpiąca zwłoki
Moja pierwsza "wielka miłość" była istnym darem natury. Skończyła się tak, jak moja sympatia do pisania tutaj. Tamta miłość była realną, ta - wirtualną.
Nagle okazuje się, że jesteśmy rozbieżni jak zez.
Miałem 17 lat i dostałem taki list, że wypadłem z moich jedynych butów w dwa pasy.
Miałem taki wyraz twarzy, że wzbudziłem litość nawet w oczach mojej siostry. Wzięła ode mnie ten list, podarła go i powiedziała krótkie: zapomnij. Nie tak do końca ale esencja.
Siostra, z którą darliśmy od lat koty, o których się w oliwskim ZOO nie śniło, nagle stała mi się bardzo bliska. To niewiarygodne, jak jedna sytuacja, gest może odmienić twój mały świat. Wszystko poszło w niepamięć. Przytuliła mnie i nagle okazało się, gdzie jest ta wartość największa.
Do tej pory zostawieni samemu sobie, żyjący obok - znowu razem. Mama nie miała już na mnie żadnego wpływu. Na siostrę tak, doprowadziła do jej wyprowadzenia się z domu ale to nas tym bardziej zbliżyło.
Dlatego wcześniej napisałem, że nie odpowiadała mi rola, którą pisała mi mama.
Czuję się z całej tej mojej życiowej perspektywy chwilami, jak profil zaufany. Wjebano w niego miliony a on sypie się, robiony na kartonie globusa pl jak te wszystkie zieleniny ładne.
Ale kiedy czuję się lepiej:
Taki mi wychodzi palec.