Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary Dzisiaj, 14:26   #702
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 893
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 5 dni 1 godz 28 min 32 s
Domyślnie Zapiski bałkańskie 18

F-cznie. Rower zasłaniał. Czego ty tu szukasz?



Tymczasem siedzę sobie na tej ławce w Priljepolje i jeszcze nie wiem, że arbo mi fotek nie udostępni, bom ich nie godzien. Nie wiem rownież, że kilkanaście lat później mu żyłka strzeli na hemoroidzie z ciśnienia. przynajmniej nie napisze, że mu zdjęcia ukradłem.

Pamiętasz...

...jaką pizdeczką byłeś pod Korabem?
Niewyspany ze strachu, bo wieczorem usłyszałeś ryk niedźwiedzia. Dla mnie to był jeleń. Nieważne. Byłeś tak posrany, że aż mi się ciebie szkoda zrobiło. Spalić kubik drewna, by odstraszyć zwierza... cha cha!
Zrobiłeś mi wtedy poranek.
Znowu zrobiłeś się taki malutki?

Siedzę dalej. W trakcie mego niewiedzenia podchodzi do mnie pracownik obsługi stacji, obecnie w czasie wolnym.
- Dobry rower.
Uśmiecham się.
- Też mam taką. Chcesz zobaczyć?
Po chwili przyjeżdża na pięknej kodze kolarzówce.
Rower zadbany w każdym calu.
- 20 lat temu zdobywałem na niej mistrzostwo Serbii w jeździe indywidualnej na czas.

Fiu fiu, gwiżdżę z niekłamanym zachwytem.
Rozmawiamy jeszcze chwilę i dostaję propozycję:
- Piwka się napijesz?
Prowadzimy rowery na zaplecze stacji. Mój nowy kolega znika, by wrócić z dwoma piwami. Sączymy i rozmawiamy. Sprzedaję mój chwilowy problem.
Wracamy już wspólnie do pomieszczenia dróżników. Zasadniczo chodzi o to, by jakoś rozmienić mi te 50Eu.
Nie ma gdzie... Chłopaki sprawdzają najpierw jaki jest kurs. Dzwonię z telefonu na korbę (sic!) do centrali w Belgradzie. Ta ustala kurs i podaje.

Chwila zastanowienia i... Dróżnicy postanawiają odkupić ode mnie te euro!
Ja pierdziu... Wprowadza mnie to w prawie tak dobry nastrój jak arbo pod Korabem.
To był mój pierwszy, faktyczny kontakt z Serbami w życiu. Do chwili naszego spotkania mieli bardzo złą (ogólnie) prasę. Ja specjalnego zdania o tej prasie nie miałem. Czytam własną i na jej podstawie wyciągam wnioski.
Zatem zbudowany ich postawą żegnam się z moimi Serbami, i z "pomocą" w kieszeni jadę kupić na mieście coś do żarcia oraz poszukać gdzieś nad rzeką miejsca na nocleg.

Jest bardzo przyjemnie. Nie za gorąco ale ciepło. W sam raz. W małym sklepiku przy lokalnym targu kupuję owoce. Tak sobie myślę, że dzisiaj to się dowitaminizuję a jutro w ciągu dnia coś zjem, przemieszczając się na północ, dokąd mi w nogach energii starczy.
Z tymi owocami ląduję nad brzegiem rzeki. Najpierw kąpiel. Woda bardzo rześka. Wprowadza mnie w jeszcze lepszy nastrój, zdecydowanie lepszy niż arbo z niedźwiedziem.

Wykąpany, odświeżony wcinam śliwki, przegryzając winogronami. Ta miejscówka dobra do kąpieli ale do bytowania nie bardzo. Za mało miejsca, za blisko drogi itd. Trza się zbierać i szybko szukać docelowego placu bo słońce już ku zachodowi się chyli.
Jak się zebrałem, to znowu pomyślałem, że może jednak piwko do snu było by super. Już nie myśląc więcej, pognałem do tego mojego sklepiku na rowerze.

W sklepiku piwo było. A jakże. Biorę dwa ale... znowu tak jakoś mi się myślenie włączyło... Głupio tak te pożegnanie na stacji... To... liczę na szybko: dwóch dróżników, mój kolarz... Po piwie dla każdego, to trzy. Plus jedno na zapas plus dwa dla mnie.
Z pełną siatą wracam teraz na dworzec.
Najpierw do dróżników. Akurat jeden kończy pracę więc... Pytam o kolarza. Mistrz jest w minutę.

Siadamy razem na zapleczu. Mówię chłopakom, że w sumie zostaję i nigdzie mi się nie spieszy już. No i git. Jest super. Piwo znika ekspresowo, zostało jedno akurat dla kolejarza, co tez kończył pracę.
Już kończymy ale kolejarz proponuje rewanż. Nawet nie proponuje, tylko informuje o rewanżu, bo tak nie wypada.


W sumie, to jest już nas sześciu. Mistrz po mojej prawej.

No to ja informuję, że z przyjemnością zrewanżuję się awansem. Okazuje się, że ze stacją od zaplecza sąsiaduje taki ichni (na wtenczas) "selgros". Jakaś lokalna, hurtowa marka. Normalnie piwa nie kupisz ale... kolejarze mają dyskont i to dosłownie. Zrabatowane piwo kosztuje w przeliczeniu... 1 złoty na nasze.
No kur... Zatem grzecznie się pytam pani sprzedawczyni na kasie czy ja mogę skrzynkę?
- Oczywiście.
A co z kastą?
- Jak pan zdąży, to odda a jak nie, zostawi kolegom.

Przychodzę do chłopaków ze skrzynką. Zdziwienie poważne, jednakowoż z aprobatą.
- Widać, że Polak, to nie... Słoweniec. Słoweńców nie lubią. To kutwy, jak arbo.
Jest aplauz i pełna akceptacja ale...
Nie wypada Serbom nie odpowiedzieć na gawlę. Są honorowi. Do 20-tej mamy dwie gawle za sobą i jedna na zapas do środka.
Do środka, to znaczy do kolejowej noclegowni. Nie mam zdjęcia z tejże ale cały, duży stół był zastawiony butelkami a wokoło my.

Zapadają ustalenia poważne.
- Darek... Z dyżurnym wsio dogadane. Zatrzymamy międzynarodowy jadący do... Suboticy.
Ale ja mam rower.
- Spokojnie. Musimy tylko trafić na naszego konduktora. O nic się nie martw.

Ten o 20-tej chłopaki nie zdążyli objąć kuratelą. Około 22-iej kładę się spać. Pierwsza pobudka o północy. Obsługa czarnogórska. O 3.30 druga.
- Darek dawaj!
Ledwo żyję. Z rowerem trafiam w ręce serbskiego konduktora. Jestem żegnany z honorami. Przy okazji zyskuje jakaś wycieczka serbskich harcerzy co się przypałętała po nocy.
Czuję się (i wyglądam) jak Franek Dolas. Pociąg nabity ludźmi jak nocny Stoczniowiec za komuny w relacji Warszawa - Gdynia. Ledwo się z tym rowerem zapakowałem.

Było kilka fajnych epizodów w drodze do Belgradu ale szczegółów już nie pamiętam. W Belgradzie zmieniła się obsada konduktorska dla której nie bylem już Frankiem Dolasem ale za równowartość dwóch euro mogłem już w pustym pociągu kontynuować podróż do Suboticy jak człowiek, w pustym przedziale.
Nie powiem, kac mnie do samej Suboticy męczył ale nie ważne... Ważne, że w dwie doby dojechałem na granicę z Węgrami, co jak na kolarza amatora uważam za sukces.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi.
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem