W końcu widzimy jakieś motocykle!
Nim opuścimy Moab, zajeżdżamy raz jeszcze nad rzekę Kolorado, w miejsce, do którego mieliśmy dojechać piękną terenową Shafer Trail…
Droga jest wciśnięta między rzekę a skały:
Nic to nie jeździ, asfalt kończy się na kopalni soli potasu. Zresztą taką ma nazwę: Potash Road.
Dojeżdżamy do punktu o nazwie „Potash Road Dinosaur Tracks and Petroglyphs” , gdzie już nie ma tłumów turystów:
I wspinamy się może 200 m w górę, między kaktusami, (a od skał po prostu bucha żar)
żeby zobaczyć dwie rzeczy:
ślady dinozaurów (a dokładniej drapieżnych terapodów) w piaskowcach formacji Navajo:
A tuż obok petroglify indiańskie wyrzeźbione w tych samych piaskowcach:
Ciekawe, czy Indianie wydzieli ślady dinozaurów? Mogli nie widzieć, bo znajdują się one w blokach skalnych, które zleciały z samej góry, nie wiadomo kiedy.
Z burczącymi z głodu żołądkami zjeżdżamy do Moab na ten sam grill, korzystając z dobrego zasięgu i odpowiedniej różnicy czasu (8h) obdzwaniamy rodzinę.
Stwierdzamy, że nie chcemy spędzać kolejnego wieczoru bezalkoholowo, więc zajeżdżamy jeszcze do browaru w Moab, gdzie dokładnie sprawdzają nasze paszporty i w końcu wpuszczają do jaskini lwa, czyli sklepu z piwem
Trzeba przyznać, że Ale z Moab jest naprawdę dobre
Wyjeżdżając z miasta zauważamy małą wystawkę starych maszyn:
Jedna nawet z naszej branży
Nocleg zaplanowałam przy bocznej drodze na polu „dispersed area” ale po drodze zobaczyliśmy fajne pole namiotowe.
Piękna nazwa pola mnie skusiła: Wind Whistle Campground, czyli świst wiatru. Albo gwizdek, ale świt brzmi bardziej poetycko.
Pole namiotowe Wind Whistle przy Needles Overlook Road to najpiękniejsze pole, na jakim się zatrzymaliśmy!
Kilka miejsc wysypanych szutrem, trochę drzew dających cień, dookoła góry i kompletna cisza!
Oczywiście byliśmy tam sami, a przez całą noc nie przejechał ani jeden samochód… To miejsce zdecydowanie wynagrodziło nam dzisiejszy tłok na szlakach.
Syneczek poleciał zdobywać szczyty:
Raf na wyjazd wybrał bardzo odpowiednią lekturę:
Zdobywanie szczytów męczy czasem nawet nasze hiperaktywne dziecko
Siedzimy, nic nie mówimy, po prostu patrzymy przed siebie:
a później na Drogę Mleczną i miliardy gwiazd nad głową….