Wątek: Szlajanka 25
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04.01.2026, 16:26   #55
trolik1


Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 700
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
trolik1 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 2 dni 1 godz 51 min 39 s
Domyślnie

10ty dzień, 24 sierpnia. Piękny ofrołd w górach Rusca Poiana.

Wyspaliśmy się w tym lesie całkiem dobrze, a co ważniejsze na namiotach nie było rosy więc w miarę szybko zebraliśmy się do dalszej jazdy. Jazda asfaltem nie trwała zbyt długo - może po kilometrze od biwaku byliśmy już w lesie po drugiej stronie drogi i powoli wspinaliśmy się w górę szutrową drogą biegnącą wzdłuż wartko płynącego strumienia.


Poprzednie dni z wyjątkiem wjazdu na Krasną były całkiem spoko pod względem trudności - dałbym może 4/10. Dzisiaj miało się to zmienić:-). Zaczęło robić się coraz bardziej stromo, miejsce szutru zajęły głębokie leśne koleiny. Czasami trzeba było naprawdę pogłówkować żeby wybrać właściwy tor jazdy. Ostatni odcinek przed połoniną był naprawdę trudny - ostatnie kilka kilometrów było naprawdę stromo, a podjazdu nie ułatwiała mokra gleba zalegajaca na drodze.

Tak czy owak w końcu bohatersko pokonaliśmy trudności no i pyk!

Będąc na tej połoninie dopiero zajarzyłem na jakim zadupiu jesteśmy! Jechaliśmy do tego miejsca około godziny przez las, wkoło widać tylko lasy i górki...no miodek po prostu!


Po wjeździe na połoniny czekała nas niemiła niespodzianka - nie wiem jakim cudem natura to stworzyła, ale między połoninami była taka jakby niecka położona w lesie. Do tej niecki spływała woda z połonin, a środkiem niecki biegła droga...:-). Po około kilometrze łatwej jazdy w głębszych lub płytszych kałuzach zaczęło robić się wesoło - kałuże miały do pół metra glębokości, a na ich dnie spoczywała gruba warstwa mułu. Przejechanie tego polegało na zamknięciu oczu i odkreceniu manetki:-). Pech chciał, że przy podjeździe do najgłębszej kałuży zobaczyłem po drugiej stronie niemieckich wojowników w porządnie zrobionych gelendach:-). Wojownicy zastanawiali się właśnie, czy warto brudzić błyszczący lakier w tej kałuży.... Widać było, że ta kałuża jest największa i najgłębsza ze wszystkich...Niemcy patrzyli... No cóż, nabrałem powietrza do płuc na wypadek nurkowania, zamknąłem oczy, odkreciłem manetkę i fru!:-).
Jakimś cudem nie utonąłem :-). Za mną Wojtek zrobił podobnie! Zuch! Pokazaliśmy Niemcom!:-)

Dalsza część tego dnia to był po prostu raj. Najpierw zjazd stromym, ale porządnym szutrem w lesie - piękne widoki.

Potem mała wioska, w której nie stety nie było jedzenia.

Z wioski wjechalismy prosto do raju! Nie wiem jak to opisać - właściwie nie było to nic nadzwyczajnego, ale być może wcześniejsza walka na stromiźnie i później w kałużach spowodowała, że ten spokojny odcinek szutru w pięknej okolicy, z błękitnym lekko zachmurzonym niebem dał mi mnóstwo radosci. Właśnie w tej chwili pisząc to przenoszę się w tamto miejsce i znowu czuję tę radość!




Pół godziny póżniej udało nam się znaleźć jedzenie i po dalszej godzinie jazdy zaparkowaliśmy motorki u podnóża kolejnych górek:-)
trolik1 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem