Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem.
Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda.
Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy.
Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył.
Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest.
W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie.
Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników).
Rościmir to geniusz z grupy pierwszej.
Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np.
- Słuchaj El ...
Ja słucham.
--------------------------------------------------
15 minut później.
- Słuchaj El, bo ...
Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę).
--------------------------------------------------
Po kolejnym kwadransie:
- Słuchaj El, muszę kończyć.
Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła.
Też nie mają racji.
Nie słucham ale...
... nie przerywam.
Mało mówię.
I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał.
I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją.
To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego.
Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył.
A tu się nagle coś zesrało...
Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek...
- Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce...
To jest coś ale w takiej grupie...?
I kontynui:
- Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi.
Wzruszyłem się...
Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego...
No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty.
Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie.
W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy...
Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji.
Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk.
Przed państwem wasz Bohater!
El Slater!!
W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda.
Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód.
__________________
Jam nie Babinicz...
|