Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary Wczoraj, 09:53   #545
El Czariusz
 
El Czariusz's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 772
Motocykl: Wrublin
El Czariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 2 dni 14 godz 9 min 58 s
Domyślnie Zabić Drozda - Prolog

Internety.

1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo.

Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii.

Nie lecieć.
Nie jechać.
Nie płynąć.
Tylko iść — krok po kroku.
Bez skrótów. Bez wyjątków.

Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty.
Szacowany czas: od 8 do 12 lat.
Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu.

Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady.
Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd.
Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo.
Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję.
Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej.

Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone.
W 2005 roku dotarł na Alaskę.

Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa.

W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody.

Dotarli do Rosji.

Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała.
Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały.
Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj.

W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy.

W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat.
Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty.

Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu.
Potem nie otrzymał wizy do Iranu.
Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19.

Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław.
Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody.
Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”.

Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu.
W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne.

17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu.
Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy.

27 lat.
Cztery kontynenty.
Dziesiątki tysięcy kilometrów.
W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull.

Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil.

Liczby są bezlitosne:
27 lat.
Ponad 47 000 kilometrów pieszo.
25 krajów.
4 kontynenty.
Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację.

Co pcha człowieka do czegoś takiego?

„To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby.
Nie dla charytatywności.
Nie dla sławy.
Dlatego, że to trudne.
Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił.
Dlatego, że wyzwanie istniało.

Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości.

„99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi.
„Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”.

Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku.
Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile.
Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu.

Bez samolotów.
Bez samochodów.
Bez skrótów.

Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę:
- czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie.

Jest prawie gotowy.
Prawie w domu.

Po 27 latach niepoddawania się.
__________________
Jam nie Babinicz...
El Czariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem