Komu się udało przywitać z Nowym Rokiem?
U nas bajkowa sceneria.
Bardzo mnie miło w ten pierwszy dzień nic nie robiąc - pisząc. Dzień dobry tym, którzy czytając mnie teraz także nic nie robią. Siedzą, leżą, może stoją lub kucają i czytają. Zero bodźców, cisza, sama przyjemność.
Zatem bardzo nam przyjemnie razem.
Przerwa.
Robię kupę.
Po przerwie.
Zatem, skoro tak nam przyjemnie zdradzę sekret.
Z Nowym Rokiem nikt mnie już nie spotka. Więcej zdradzić nie mogę. Uchylę opłotkiem.
Zaniżona samoocena - gdzieś na końcu jej drogi depresja, myśli samobójcze lub...
Moi drodzy i tani... lub... JA.
Kliknąłem w przycisk RESET. Po siedmiu m-cach wyszło: NIE.
18 lat miałem 55 (już tuż tuż) lat temu.
55 lat temu wracamy ze szkoły SKM-ką. SKM z Wejherowa richtung Gdańsk. Jest już połączenie bezpośrednie z Gdynią Główną, nie trzeba się przesiadać z drewnianych wagonów berlińskiego metra do rodzimego produktu.
Tak, po Trójmieście hulało berlińskie metro, te od kapitana Pawłowa, który miał: czietyre minuty do cziasa.
Wracamy zatem ze szkoły. Siedzimy w służbówce. Na korytarzu jakiś gość. Wysiada w Śmiechowie, znaczy zamierzał. Odruchowo przy hamowaniu składu próbuje zachować równowagę i by nie upaść łapie się... dźwigni hamulca bezpieczeństwa.
Pociąg gwałtownie hamuje, jak pies Pluto czterema łapami. Wtedy bajki Disneya były na mega topie plus gumy do żucia z kaczorem Donaldem. Kto nie żuł ten był zwykłym frajerem, co nie znał życia. Wystawnego, w sensie.
Ludzie spadają z ławek, gość też fika orła. My jak pozostali. Trwają tylko ci, co plecami do kierunku jazdy, przyjmując pozostałych na lub między kolana itd.
Nasz sprawca/bohater wstaje przerażony... Nie wie, co robić, gdzie się ukryć... Wpada do naszego przedziału (służbowego) i siada vis a vis drzwi przesuwnych po przeciw położnej. Cwany sprawca. Chce mieć oko na "przestrzał". Kto nie zna tej pozycji, ten zawsze z biletem jechał.
Gość przerażony, blady i my. Jest nas kilku ale tylko dwóch trzy trzech z nas wie, o co chodzi. To ci (w tym JA), którzy nie zdążyli dopaść miękkich kanap. Ci na kanapach (to nie JA) plecami do wydarzenia i są zdezorientowani.
My (reszta, w tym JA) nie. My zaciekawieni.
Nagle gdzieś w tle pojawia się kierownik pociągu i konduktor. Zmierzają w naszym kierunku w ekspresowym tempie. Sprawca/bohater to widzi i... No szkoda na gościa patrzeć... szkoda. Zaraz wpadnie. Znaczy on tak myśli. To znaczy tak myślimy my, bo co on myśli nie wiemy ale przypuszczamy.
Para kierownik/konduktor lecąc na nas stopują tylko na chwilkę w korytarzach.
Ewidentnie wygląda na to, ze szukają sprawcy/bohatera. Znaczy pewnie wiedzą, kto nim jest. My nie wiemy skąd. Sprawca pewnie też ale my nie wiemy też i tego.
Nie wiemy, bo stan sprawcy, to jak chwila przed wybuchem supernowej. Nikt nie wie o wybuchu, tylko potencjalnie wybuchnięta/ty.
Drzwi od przedziału mamy otwarte.
Kierownik z konduktorem wpadają do przyległego służbówce korytarza!
Sprawca nie wytrzymuje i wybucha!!
Kierownik i konduktor nie zwracają na niego uwagi. Oni już wiedzą. Wiedzą, gdzie jest zerwany hamulec i tylko to ich interesuje. Biegną dalej, wybiegają na peron i... znikają.
Tymczasem nasz sprawca/bohater nadaje w amoku:
- To nie ja, to nie ja, to nie...
Ktoś z naszych rzuca w eter:
- Wysiada pan... Zwiewaj pan.
Ja dorzucam:
- Wytrze pan tylko odciski palców z hamulca.
Naród był wtedy zjednoczony przeciw władzy.
No dajesz pan! Ostatnia szansa. Nikt nic nie wie, tylko my! Nie wydamy obywatela pana.
Sprawca/bohater wstaje ale niezdecydowany... Widać uczciwy człowiek. Głupio było go popędzić kopniakiem.
Aż chce mi się zacytować Michnikowskiego z Kabaretu Dudek...
Opłotkami było a teraz do brzegu.
Najpierw kiedyś tam kiedyś obejrzałem film. Potem przeczytałem książkę.
Scenariusz zatem do tej książki już powstał ale...
JA postanowiłem napisać swój i zeakranizować, zachowując tytuł Bo pasuje jak ulał do mojego scenariusza. Przedstawiam państwu...
ZABIĆ DROZDA.

Zdjęcie dla odciągnięcia uwagi.
Podkreślam, by nie uszło.
Nikt mnie z Nowym Rokiem już nie zobaczy.
Edycja.
Kapela! Grać!