Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży

Relacje z podróży Wróciłeś i już dupa Cię nie boli? Chcesz opowiedzieć o swoich przygodach podczas podróży? Spotkałeś fajnych ludzi? Może pokażesz zdjęcia? To dział dla Ciebie. Dobrze trafiłeś.

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09.08.2018, 10:11   #11
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 3,211
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 35000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 2 dni 9 godz 44 min 36 s
Domyślnie

Okrasiłbyś zdjęciami troszeczkę
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 09.08.2018, 18:42   #12
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał Emek Zobacz post
Okrasiłbyś zdjęciami troszeczkę
Dodane - najpierw tekst bo czasem przy śniadaniu znajdę czas a potem w domu zdjęcia
przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10.08.2018, 08:27   #13
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Dzień 4: Wtorek
Jak zwykle pobudka bo co może być po nocy i w drogę. Dziś trasa Kargil – Leh. Trasa przepiękna widokowo, góry pokazują swoją surowość. Zdziwiłem się mocno bo spodziewałem się gorszej drogi a tu asfalt jak się patrzy.
Tak sobie jedziemy i jedziemy podziwiając widoki. Ruch mały co cieszy, ogólnie panujący spokój i sielanka. Czasami przejeżdżają tylko zestawy wojskowych ciężarówek pędzących jedna za drugą.
Przed Lamayuru (Lamayuru tybetański klasztor buddyjski w Lamayouro , dystrykt Leh, Indie, położony na wysokości 3510 metrów) pierwsza awaria, koledze uchodzi z tylnej opony powietrze. Zatrzymujemy się na wzgórzu i bierzemy się za oszacowanie, nie da się ukryć na pewno guma. W oddali widzimy klasztor i decyzja że podpompujemy opnę i może uda się tam dojechać i tam na spokojnie ogarniemy sprawę. Niestety ale pompowanie nic nie dawało.
Zatrzymujemy samochód i okazuje się że jakieś 200 – 300 metrów za nami jest wulkanizacja. Jeden z kolegów rusza po mechanika i go przywozi na miejsce. Mechanik sprawnie ogarnia sprawę i można jechać dalej - koszt 200 rupii.
Okazuje się że Royal jest fajnie skonstruowany trochę podobnie jak BMW R1200GS tylko zamiast dyfra ma łańcuch.
Okazuje się że koło ściąga się poprzez odkręcenie śruby i wyjęcie tulei – potem przechylamy Royala i wyciągamy koło a łańcuch zostaje na miejscu jak był.

Jedziemy dalej po drodze zwiedzając klasztor, który jest dość ciekawy. Po oględzinach w drogę do Leh podziwiając widoki. Przed samym prawie Leh kolejny szlaban bandyckich praktyk – płace 20 rupii, koledzy uciekają

Zaraz po wjeździe łapiemy hotel, który wydaje się ok, ma porównywalna cenę do tego co rezerwowałem przez booking – 1200 rupii (jak dobrze pamiętam za pokój). Po rozpakowaniu idziemy w poszukiwaniu żarcia co trochę nam zajęło bo jak się jutro okaże do centrum Leh jest jeszcze dobre 30 minut z buta.
Dziś dodatkowo chcieliśmy ogarnąć jeszcze Permity, które są wymagane na niektóre trasy – w tym celu udaliśmy się do zlokalizowanego obok nas biura podróży. Koszt takiego Permitu na wszystkie miejsca 800 rupii już z marżą biura. Niestety okazuje się że aby zrobić Permmit musi być pasport i nie wystarczy do tego Promesa wizowa, którą mamy ze sobą i na której sa wszelkie dane i zdjęcia (Promesa bardzo się przydała i dobrze że jej nie wyrzuciliśmy po przyjeździe i wbiciu wizy w paszport) – to jest ten właśnie zonk o którym pisałem i pozostawieniu paszportu.
Cała ta sytuacja spowodowała że trzeba było trochę zmienić plany i zrezygnować z Khardung La – przełęcz w Himalajach o wysokości 5359 m. Leży w Indiach, w stanie Dżammu i Kaszmir, w regionie Ladakh. Do niedawna wysokość przełęczy podawano jako 5602 m, co czyniło by ją najwyższą przejezdną przełęczą na świecie.
Chociaż ja chciałem jechać tam bez Permitu to godzę się na zmiany, które są efektem zostawienia paszportów (później okaże się że to że paszporty zostały wpłynęło dość pozytywnie na wybór alternatywnej trasy).
Powrót do Hotelu wywołuje u mnie nasilenie rozmyślania jak dalej poprowadzić trasę, jak ułożyć plan wycieczki trzeba szybko coś wymyślić. Przeglądanie papierów, wydrukowanych mapek, notatek i jest jakieś światełko w tunelu.
Plan na jutro to zostajemy jeszcze w Leh, niektórzy chcą dodatkowej aklimatyzacji itp. Po analizie ilości dni dochodzę do wniosku że możemy sobie na to pozwolić. Idziemy spać, rano przedłużymy hotel kupi się mapę i będzie dobrze.









Dzień 5: Środa
Wstajemy rano i jazda do recepcji pytać się o przedłużenie hotelu. Niestety pech chciał że nie ma takiej możliwości – wykwaterowanie mamy do 12:00 więc udajemy się pieszo na poszukiwania nowego miejsca spania – decyzja szukamy tego adresu co miałem zrobioną rezerwację przez booking.
Po drodze spotykamy sympatycznego człowieka, który nas tam zaprowadza – szliśmy dobre 30 – 40 minut. Po dojściu na miejsce okazuje się że są miejsca, hotel jest spoko a i umiejscowienie też blisko wszystkiego. Bierzemy jedna dobę choć są głosy żeby zostać w Leh 2 dni – pierwszego przejezdnego nie liczę bo tam dobiliśmy praktycznie na noc. Trochę burzy to moje założenia wycieczki 9bo czasu mamy mało, drogę długą a co będzie jak cos się stanie poważniejszego np. awaria, wtedy możemy się nie wyrobić – znów zaczynam analizy dniowe i tak układam w głowie plan że wychodzi mi że na styk powinniśmy się wyrobić). W takim razie bierzemy hotel na 2 dni.
Po przemieszczeniu się z powrotem do pierwszego hotelu, spakowaniu się następuje przejazd motocyklami do nowego miejsca.
Rozpakowujemy się, jemy późne śniadanie i idziemy na zwiedzanie Leh. Idziemy pieszkom zwiedzić Pałac i Klasztor – bardzo ciekawe obiekty. Czas upływa podczas zwiedzania dość szybko.
Podczas wdrapywania się do klasztoru zauważamy pusta puszkę po piwie, potem w samym klasztorze jako dar butelkę whisky – cholera trzeba węszyć tu na pewno musi być sklep z alkoholem, napiłby się człowiek takiego zimnego piwka.
Po zejściu do miasta i udaniu się na miejscowe Krupówki (tak Leh posiada cos na wzór Zakopanego. Jest to taki główny deptak gdzie jest mydło i powidło) zaczynają się detektywistyczne podejście i rozpytywania gdzie można kupić alkohol. Po jakimś czasie sklep odnaleziony, zakupy zrobione (nie wiem dlaczego ale niektórzy napotkani ludzie na pytanie gdzie można kupić alkohol chyba celowo nam mówili że nie można nigdzie że się nie pije. Teraz już wiemy że uporczywie trzeba szukać a się odnajdzie.)
Czas upływa sielankowo – co mogę powiedzieć o Leh jeszcze to to że mają na takiej uliczce tradycyjne piekarnie gdzie pieką taki przepyszny chleb, który nie jest skażony chemią i ręką wielkich koncernów pakujących do naszych żołądków zwykłe śmieci. Piecze się go w glinianych piecach.
Po całym dniu wieczorkiem po kilku dniach przerwy pochłaniamy procenty, które smakują wybornie.















Dzień 6: Czwartek
Dziś dzień motocyklowy. Śniadanko i w drogę na lekko na zwiedzanie okolic Leh. Zwiedzamy okalającą Leh przyrodę i klasztory. Rozkoszujemy się błogim niespieszeniem się. Tak mija cały dzień. Podczas zwiedzania spotykamy pewną dziewczynę, którą spotkaliśmy na lotnisku najpierw w Polsce a potem na lotnisku w Kijowie – poczęstunek wódeczką i rozmowy ale wracajmy do spotkania przy jednym z klasztorów.
Pytała nas czy byliśmy już na przełęczy Khardung La – odpowiadamy że nie, w tej samej konwersacji otrzymujemy odpowiedź że dobrze i że jak nie mamy parcia to żebyśmy tam nie jechali bo jeden wielki kocioł, busy pędzące i wiozące tłumy turystów, korki i trąbienie jeden na drugiego. Po wysłuchaniu tej opowieści stwierdzamy że w sumie to dobrze że tam nie pojechaliśmy. Nie zawsze to co okrzyczane musi być fajne.
Czy jest jakiś smutek – nie koniecznie trochę szkoda bo chciałoby się zobaczyć ale wizja tego tłumu turystów pozwala stwierdzić że może kiedy indziej że następnym razem i cieszyć się tym co dostajemy w zamian. Przecież obcowanie z naturą jest o wiele przyjemniejsze w ciszy i zdala od utartych szlaków – chociaż nie widzieliśmy nie żałujemy jedziemy dalej.
Kupuję mapę bo jutro jedziemy w dalsza podróż w nieznane.
Mały drink i spać.











Ostatnio edytowane przez przemo77390 : 10.08.2018 o 18:55
przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10.08.2018, 09:35   #14
Gilu
 
Gilu's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Sep 2015
Miasto: Glisne
Posty: 400
Motocykl: RD03
Przebieg: posiada
Gilu jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 9 godz 41 min 4 s
Domyślnie

kolego sprężaj się,bo nam nie zostało niewiele czasu a ciekawi jesteśmy
Podesłać Ci
__________________
Świeć pomimo wszystko
Bierz przykład ze słońca
Ma w dupie,czy kogoś razi
Gilu jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10.08.2018, 10:22   #15
wojtekk
Moderator
 
wojtekk's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Dec 2009
Miasto: Warszawa - Saska Kępa
Posty: 1,209
Motocykl: Były: TA, Yamaha Super Terene Xtz 750, DR 650 SE. Motocykla już będzie tylko w duszy.
Przebieg: 20 000
wojtekk jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 6 dni 22 godz 57 min 49 s
Domyślnie

Albo może zwolnienie chorobowe do pracy abyś mógł w spokoju pisać
wojtekk jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10.08.2018, 19:18   #16
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Ps. W tych dniach nabyłem też sobie długo poszukiwany strój galowy. Teraz mogę chodzić na wszelakie imprezy bez stresu że będę obgadywany.

przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.08.2018, 10:04   #17
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Dzień 7: piątek
Czas uszyć się dalej- rano pobudka i ruszamy z Leh w stronę Manali - oczywiście jest to plan po zmianie planów. Po drodze okazuje że nie był to zły wybór bo widoki przepiękne, ruch minimalny. Docieramy wg. napisu do drugiej najwyższej przełęczy dopuszczonej do ruchu na świecie ale czy na pewno druga - hmmmmm ....... ?

Na nocleg zatrzymujemy się w jakimś kampie. Wysokość trochę się odczuwa bo przy skłonach, przenoszeniu bagażu trochę mniej powietrza dociera do płuc.
Picie herbatki w takich okolicznościach jest niesamowite.








przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 20.08.2018, 08:07   #18
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Dzień 8: sobota

Jak zwykle poranny rytuał, czyli wstawanie i pakowanie. Jedziemy dalej podziwiając widoczki, nic szczególnego się nie dzieje aż do czasu kiedy dojeżdżamy do check piontu. Tak to chyba ten dzień – wydaje mi się że mnie pamięć nie zawodzi a jak cos pomyliłem to trudno będzie to w tym dniu opisane.
Jak opisywałem wcześniej do tej pory zatrzymywałem się na wszystkich bramkach ale tym razem jakiś diabeł mnie podkusił aby zrobić inaczej. Znajomi, którzy jechali z nami pojechali szybciej – bo oni sami na motocyklach a my trochę wolniej ale dotoczyliśmy się do punktu kontrolnego. Kiedy podjechałem pod szlaban przede mną stał samochód, wiec postanowiłem że podjadę obok niego i jak szlaban się uniesie to dam dyla. Jak pomyślałem tak tez zrobiłem.
Po przejechaniu jakiegoś może kilometra zrównuje się ze mną cywilny samochód i coś tam kierowca ze środka krzyczy – udaje głupa że nie wiem o co chodzi i jadę dalej, samochód odjeżdża. Za chwile podjeżdża drugi i ta sama sytuacja – nie reaguję. Jednak ten nie widząc mojej reakcji zajeżdża nam drogę. Myślę sobie o kurka nieciekawie. Z samochodu wychodzi jakiś policjant, legitymuje się i pyta dlaczego nasi znajomi uciekli z policyjnego punktu kontrolnego i my też.
Zastanawiam się co robić – wpada mi do głowy pomysł że stworzę sytuacje mało komfortową i będę udawał głupa że nie wiem o co chodzi i że nie rozumiem co mówi bo gadam tylko po rosyjsku.
Mówię – oczywiście po rosyjsku – że tamci to nie z nami że my jedziemy sami. Na twarzy policjanta widać wkurw, prosi o paszport. Mój plan nie przynosi efektu, upór i o paszport jest ogromy a ja przecież swego nie mam bo zostawiłem w Srinagar. Każe nam zawracać stanowczym głosem – widać że to nie przelewki, zawracamy.
Dojeżdżamy do policyjnego punktu i ta sama śpiewka – paszport. Tłumaczę po rosyjsku, bo przecież teraz już nie mogę się wycofać ze swojej mistyfikacji że paszport został w wypożyczalni. Policjanta to nie interesuje mam dać paszport inaczej będzie problem. Mówi coś jeszcze o tych dwóch którzy uciekli, jest na to dodatkowo wkurwiony. Do akcji wkracza Edyta która jako kobieta próbuje łagodzić sytuacje ale jak na razie bez efektu. Policjanci pytają kolejnych motocyklistów czy znają rosyjski bo maja problem z dwoma Polakami – jakaś meksykanka cos tam zakumała i przetłumaczyła na angielski (my dalej że angielski to dla nas coś niezrozumiałego). Walimy do nich po Polsku i Rosyjsku.
W końcu trzeba się poddać i idę po paszport Edyty bo takowy przecież mam a dla siebie mam przecież promesę wizową, której nie wyrzuciłem – może coś to da.
Policjant widząc że daje jeden paszport i tłumacze że ja mam tylko promesę (oczywiście po rosyjsku) łapie znowu wkurwa bo myśli że go oszukuje, że skoro mam jeden paszport to drugi też pewnie mam. Po jakimś czasie, po bardzo ciężkich i stresujących negocjacjach udaje się Policjanta przekonać dzięki zasłudze kobiecego daru przekonywania że spisuje dane z paszportu i z mojej promesy i nas puszcza.
Cała ta sytuacja nauczyła mnie jednego aby kierować się swoja intuicją i postępować jak do tej pory postępowałem a mianowicie lepiej od razu przedstawić sprawę jak się ma i nic nie kombinować bo wtedy jest ona do załatwienia. Dodatkowo wiem że lepiej się zatrzymywać na takich bramkach bo kto wie na kogo się trafi, nie jest to region stabilny i za taka ucieczkę może komuś przyjść do głowy aby do ciebie strzelić – może demonizuje ale na pewno nikt by afery od strony konsulatu naszego za takie coś nie zrobił bo przecież uciekałeś z punktu kontrolnego.
Po całej aferze i dobrym zakończeniu jedziemy dalej. Ujechaliśmy może ze dwadzieścia kilometrów i co łapiemy kapcia. Nasi towarzysze pojechali gdzieś do przodu, co robimy a no stajemy bo co mamy zrobić jak nie mamy sprzętu naprawczego bo pojechał na innym motocyklu.
Tak sobie stoimy i stoimy aż podjeżdżają jacyś Hinduscy motocykliści – gadaka szmatka Pytają czy tamci dwaj biali co uciekli z punktu kontrolnego są z nami – co tu odpowiedzieć? Odpowiadam że tak – oni na to żebym się nie martwił że zorganizują jakąś pomoc. Okazało się że dogonili naszych kompanów i powiedzieli im co się stało – jeden ze znajomych wraca do nas z miejscowym mechanikiem, który łata opnę. Podczas wymiany stwierdza że złamana szprycha i pęknięta opona – nie sprawdziłem tego podczas wypożyczenia motocykla, cóż teraz już za późno. Zakłada tą sama opnę podkładając jakieś łaty, które były i jedziemy dalej. Dalsza jazda bez przygód już tylko na podziwianiu widoczków. Nocleg pod namiotami jakiegoś miejscowego kampusu.

Ps. Zdjęcia jak zwykle wieczorem 











Ostatnio edytowane przez przemo77390 : 21.08.2018 o 19:12
przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 03.09.2018, 19:54   #19
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Dzień 9: niedziela

Chyba mi coś się pomieszało z dniami (tak sobie analizuję - ale tak to jest jak się nie prowadzi notatek) ale kontynuuję jak jest dalej.

Kolejny dzień to jazda w stronę Manali. Decyzja że nie jedziemy w stronę Killar a jedziemy w stronę Rothang Pass - tak jest to te słynne Rothang z dokumentu jakim była jazda ciężarówkami.
Droga fajna widoki też ale kociołek jest niesamowity. Wszyscy się pchają, każdy musi być pierwszy, ciężarówka za ciężarówką.
W pewnym momencie jest takie zderzenie pogodowe - wjeżdża się w dwa klimaty gdzie monsun zderza się ze strefą bez monsunową - tak się domyślam. Dopadła nas niezła mgła, widoczność może na 10-20 metrów. Jadąc w takiej mgle od strony przepaści myśli się tylko żeby żadnemu hindusowi nie strzeliło do łba że mgła go nie dotyczy i że on przecież jest szybszy.

W samym Manali znajdujemy bardzo przyjemny Hotelik. Po rozpakowaniu część ekipy pojechała do centrum a my z Edytą na spacer i po piwko. Szukając piwka znajdujemy taką knajpę (widać ją na zdjęciach - w Europie sanepidowi włos na głowie jeżyłby się przez rok na sam widok) gdzie kupujemy przepyszną rybę smażoną w oleju. Zjadamy ją z przyjemnością przy piwku.

Manali to takie miejsce gdzie kończą lub zaczynają się te klimatyczne, jak z kosmosu Himalaje.






przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.09.2018, 19:23   #20
przemo77390


Zarejestrowany: Jan 2015
Miasto: Warszawa
Posty: 718
Motocykl: inne moto
przemo77390 jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 dni 3 godz 8 min 58 s
Domyślnie

Dzień 9, 10 11: poniedziałek, wtorek, środa,

Z Manali ruszamy niestety w deszczu - pierwszy raz deszcz, w głębi duszy mamy nadzieję żeby nie było już tak do końca. Prośby wysłuchane bo po jakiś może 50-80 kilometrach deszcz mija i już go nie doświadczamy przez kolejne dni.

Te dni to sama jazda bez większych przygód. Tym razem przyglądamy się na zieloną część Indii zbliżając się do Kaszmiru. Różnica jest sporo od tych kosmicznych gór. Te też są jednak piękne, mają swój urok.

Por drodze napotykamy na wesele na które nas zapraszano ale nie mogliśmy sobie na to pozwolić ze względu na czas. Znowu w kolejnym dniu trafiamy i jesteśmy zaproszeni na baby party - tu już zeszliśmy i trochę pogadaliśmy bo spaliśmy w tym samym hotelu co była impreza.

Korzystamy też z uroków i smaków przydrożnych knajp, wodopojów ze świeżo wyciskanym sokiem z bambusa. Korzystamy też w każdym z miejsc w których nocujemy ze sklepów wine shop, gdzie kupujemy rum, piwko i wypijamy ze smakiem. Czasem zdarza się że trzeba się napić w parku - co wzbudza duże zainteresowanie miejscowych bo jak to biały człowiek tak może pić w parczni -heheheh

Trafiamy też do miasta gdzie nie bardzo chcieli nam wynająć hotel - mało przyjazna miejscowość. Po sporych poszukiwaniach w końcu udaje się znaleźć ale drożyzna jak cholera 1700 rupii za pokój ponoć vip - pokój vip był bez ani jednego okna, hahaa.

Tu za dużo nie ma co pisać więc więcej zdjęć.

Podróż mija i dostarcza nam nowych doznań.
















Ostatnio edytowane przez przemo77390 : 05.09.2018 o 19:46
przemo77390 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Himalaje 2015 sambor1965 Trochę dalej 5 06.11.2015 22:37
Himalaje 2014 sambor1965 Trochę dalej 11 20.10.2014 14:40
Himalaje 2014 Stachu Umawianie i propozycje wyjazdów 8 26.11.2013 15:48
Himalaje 2011 Stachu Przygotowania do wyjazdów 20 02.06.2011 23:47
Himalaje 2011 Stachu Umawianie i propozycje wyjazdów 0 22.05.2011 12:52


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:06.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.