Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18.01.2018, 10:23   #101
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 3,524
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 35000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 1 tydzień 6 dni 37 min 7 s
Domyślnie

Jak już marzysz o asfalcie to znak że jest ciężko.
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.01.2018, 16:38   #102
jagna
 
jagna's Avatar


Zarejestrowany: Nov 2010
Miasto: Z.Góra
Posty: 1,498
Motocykl: BMW F700GS, DR 350
jagna jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 23 godz 42 min 31 s
Domyślnie

Mnie też "rzuciła się w oczy" różnica.
Kto u nas rozmawia na co dzień o 2. wojnie? Nawet nasi dziadkowie nie. To prehistoria.
A tam ciągle Wojna Ojczyźniana. Na żywo.
I nawet dostęp do internetu tego nie zmienia.
Zresztą, chyba nadal Rosja jest nieco off-line z resztą świata. Bo cyrylica, bo wolniejsze łącza, bo drogo...

Też wysłuchaliśmy "niedobrzy Polacy, wyrzuciliście nasze wojska, a przecież my was wyzwoliliśmy!"

Może po prostu tam nie ma innych rzeczy, z których naród mógłby być dumny?
Na wspomnieniach zbudowano 'siłę" społeczeństwa...
__________________
Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą

Ostatnio edytowane przez jagna : 18.01.2018 o 19:43
jagna jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21.01.2018, 13:05   #103
henry
 
henry's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: INOWŁÓDZ tel - 504894578
Posty: 279
Motocykl: RD03
henry jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 3 dni 23 godz 1 min 9 s
Domyślnie

Dzień 15
29 lipca 2017 Sobota

Wstajemy póżno, a hotel opuszczamy jeszcze później, bo o 12.00.



Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo jak wiemy, nigdzie nam się za bardzo nie spieszy.
Drugi, ważniejszy powód, to wczorajszy dzień i nasza walka z deszczowym zimnikiem, dostaliśmy mocno w dupę i dłuższy odpoczynek był nam bardzo potrzebny. Jeszcze wieczorem, miałem obawy czy nie będziemy zmuszeni pozostać w hotelu na kolejną dobę, ale okazało się, że rosyjska goriłka doskonale poradziła sobie z wszystkimi dolegliwościami. Po naszych słabościach nie ma śladu, jesteśmy wypoczęci, a i nasze ciuchy pozbyły się wilgoci na tyle, że możemy je spokojnie ubrać.
Opuszczamy przytulny i ciepły hotel i wylatujemy z miasta w kierunku na Syktywkar.
Pogoda nieciekawa. Chłodno, pochmurno, jest szansa, że znowu może padać.
Patrzymy na siebie z niepokojem, bo po wczorajszym dniu, nie bardzo mamy ochotę na jazdę w deszczu. No nic, na razie nie pada, zobaczymy co będzie dalej.
Po drodze jeszcze tankowanie i możemy spokojnie jechać, podziwiając po drodze krajobrazy.







Posiłek, czyli co robić kiedy czujesz, że twój organizm domaga się jedzenia.
Rosja to nie Polska, gdzie co 30 – 50 km. spotkasz jakiś bar i to ty możesz sobie wybrać, gdzie będziesz jadł , a na każdej stacji możesz zjeść posiłek podstawowy. W Rosji, to bar wybiera ciebie.
Po prostu, jest ich tak mało, że kiedy widzisz bar, a jesteś w okolicach pory obiadowej, nie możesz się zastanawiać, zjeżdżać czy może zjesz w następnym. Następny może będzie za 100 km, albo w ogóle go nie będzie. Dlatego, kiedy widzimy napis „Кафе Заречъе”, nie zastanawiamy się ani chwili, zjeżdżamy nad brzeg rzeki Wym nad którą stoi bar.





Nie pamiętam co jedliśmy, ale pamiętam jedno, obiad popijaliśmy kompotem. Nie sokiem, nektarem czy jakimś tam napojem, ale prawdziwym kompotem domowym (damasznym).
Tak … u nas tego nie spotkasz, mamy wszystko chemiczne, a tam … proszę bardzo, prawdziwy domowy kompot. Prawie w każdym barze coś takiego mają, robione z różnych owoców dostępnych w okolicy, a więc i różne smaki, ale generalnie pyszne.

Po obiadku, pędzimy dalej … a tymczasem, pogoda nam się klaruje, chmury gdzieś się rozwiewają i zaczyna przeświecać słoneczko ... most na rzece Wyczegda i dalej w kierunku Syktywkaru.






Gdzieś za Syktywkarem, jako że dzień zbliża się do końca, zjeżdżamy w jakiejś miejscowości pod sklep, zrobić zaopatrzenie na dzisiejszą kolację i jutrzejsze śniadanie.
Pod sklep podjeżdża osobówka z dwoma facetami i jak zwykle zaczyna się rozmowa ze standardowymi pytaniami. W momencie, kiedy mówimy, że jesteśmy z polski, młodszy spogląda na starszego - „Michaił, to Twoi ziomkowie” mówi. Okazało się, że Michał jest potomkiem polskich zesłańców, jeszcze z czasów rozbiorów i może nie było by w tym jakiejś sensacji, ale pytanie jakie zadał nam Michał, rozwaliło mnie zupełnie - „ czemu polaki nie lubią ruskich ?”
Z ruskim, pewnie bym podjął temat i podyskutował, ale w tej sytuacji, zamurowało mnie zupełnie i nawet nie miałem ochoty odpowiadać.
No cóż … to już nie jest Michał, to jest Михаил.
Михаил to ten z prawej … z mojej prawej.







Lecimy … a to są drogi leśne, po których wywozi się drzewo. Na ogół teren jest tak podmokły, że żeby wjechać do lasu cięższym sprzętem, najpierw trzeba wyciąć drzewa, które posłużą jako podwalina pod drogę.





Lecimy, a że dzień ma się ku końcowi, a my zamierzamy dzisiaj biwakować w naturze, rozglądamy się pilnie za miejscem odpowiednim, czyli w miarę suchym, pod namiot.
Wiemy, że sucho jest tam gdzie rośnie sosna, dlatego szukamy lasu sosnowego i to najlepiej na jakimś wzniesieniu. W końcu, jest wszystko to o czym myśleliśmy, czyli sucha górka a na niej sosna. Odjeżdżamy kawałek od drogi, żeby nie słyszeć odgłosów i znajdujemy całkiem przyjemny, odkryty teren. Wszystko jest fajnie, ale oczywiście nie jesteśmy tam sami … wszechobecne komary już na nas czekają. Czyli standardowo, siatka na głowę, szybkie rozkładanie namiotu, a potem …











i do śpiworka.



Dystans 480 km. biorąc pod uwagę, że wystartowaliśmy o 12.00, niezły odcinek.
Temperatura 18 – 24 oC.
henry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21.01.2018, 16:57   #104
sebol
 
sebol's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2010
Miasto: Wlkp
Posty: 888
Motocykl: Prawdziwa przygoda XRV 750
Przebieg: od nowa
Galeria: Zdjęcia
sebol jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 2 godz 26 min 0
Domyślnie

Panowie, ale namiocik to macie wypas.
__________________
Możesz utracić wszystko,ale nikt nie zabierze ci tego co w życiu zobaczyłeś i przeżyłeś
sebol jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21.01.2018, 23:02   #105
henry
 
henry's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: INOWŁÓDZ tel - 504894578
Posty: 279
Motocykl: RD03
henry jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 3 dni 23 godz 1 min 9 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał sebol Zobacz post
Panowie, ale namiocik to macie wypas.
Tak. Chodziło o to, żeby nie wozić dwóch namiotów, dlatego jeden, ale duży, wygodny, żeby wszystkie graty spokojnie się zmieściły.
henry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 21.01.2018, 23:49   #106
bicio
przemieszczacz
 
bicio's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Sep 2009
Miasto: Skierniewice
Posty: 1,652
Motocykl: LC8, te310
bicio jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 miesiące 2 tygodni 6 dni 19 godz 39 min 52 s
Domyślnie

Ta relacja jest świetna
__________________
'03 Hello Kitty

Słowiański Zimny Wiatr
bicio jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29.01.2018, 12:18   #107
zz44
 
zz44's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2015
Posty: 135
Motocykl: nie mam AT jeszcze
zz44 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 1 dzień 7 godz 2 min 32 s
Domyślnie

Ależ tłuste te komary
I wszystkie łebkami w tę samą stronę, pewnie można za ich pomocą określać kierunki świata
zz44 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 29.01.2018, 15:00   #108
Emek
 
Emek's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Aug 2015
Miasto: Scyzortown
Posty: 3,524
Motocykl: CRF1000L+CRF450X+DR650+SR500
Przebieg: 35000
Emek jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 1 tydzień 6 dni 37 min 7 s
Domyślnie

Korzystając z okazji Heniu, najlepsze życzenia urodzinowe .
__________________
CRF 450X/ Yamaha SR 500/DR 650 - Dziadek
Emek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.01.2018, 17:47   #109
henry
 
henry's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: INOWŁÓDZ tel - 504894578
Posty: 279
Motocykl: RD03
henry jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 3 dni 23 godz 1 min 9 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał Emek Zobacz post
Korzystając z okazji Heniu, najlepsze życzenia urodzinowe .
Wielkie dzięki, Emek
henry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 30.01.2018, 17:58   #110
henry
 
henry's Avatar

Zapłaciłem składkę :) Dział PiD

Zarejestrowany: Mar 2009
Miasto: INOWŁÓDZ tel - 504894578
Posty: 279
Motocykl: RD03
henry jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 3 dni 23 godz 1 min 9 s
Domyślnie

Dzień 16
30 lipca 2017 Niedziela

Wstajemy rano, wcześnie rano, a to za sprawą słońca, a właściwie wysokiej temperatury jaka zapanowała w namiocie po wschodzie słońca. Jednak, w ogóle nam to nie przeszkadza, bo skoro spać idziemy z kurami, to i wstać z kogutami możemy, a i tak jesteśmy wyspani i wypoczęci.
Jest pięknie … jest zarąbiście, słoneczko, cieplutko, piękna pogoda, nic tylko się cieszyć.
No … może poza jednym, żeby nie było za dobrze … oczywiście KOMARYYY …
Szybkie śniadanko, zwijanie suchego już namiotu i możemy startować, a mamy 6.30.





Śniadanko w przydrożnym barze … tankowanie z nową Niwą w tle … i lecimy dalej …











Cały czas lecimy drogą P 24 w kierunku na Kirow, do miasta jednak nie wjeżdżamy, bo nie mamy potrzeby, a leży ono 30 km. na zachód od trasy.
Po drodze posiłek w przydrożnym barze, a kiedy po posiłku wychodzimy na zewnątrz, widzimy przelatującą drogą Afrykę. Na reakcję trzeba było troszkę poczekać, ale po chwili widzimy, że Afryka wraca. Aleksiej ze swoją dziewczyną mieszkają w Kirowie, a jadą do Joszkar – Ola do rodziny. Transalpów u nich mało, a Afryk jeszcze mniej. W dalekie podróże raczej nie jeżdżą, jakieś lokalne spotkania, zloty, wycieczki.







Jakiś czas jedziemy razem, ale w Bogomolowy oni jadą dalej P 24, a my odbijamy na zachód, na drogę lokalną w kierunku na Jarosław.
Z czymś mi się to kojarzy, ale bynajmniej nie z Rosją.







Gdzieś w drodze, widzimy nadciągający w naszym kierunku front burzowy. Ciężka, ciemna nawała wisi nisko na naszej drodze, nie mamy wątpliwości, będzie lało, a że po lewej pojawia się napis „Kafe”, bez wahania zjeżdżamy na parking. . Wprawdzie nie była to jeszcze pora kolacji, ale działamy według zasady „jest bar, trzeba jeść”. Zatrzymując się przed barem, oczywiście wciskam hamulce i … słyszę charakterystyczny odgłos tarcia metalu o metal. Co jest ? Klocki ?
Niemożliwe, przecież na wyjazd założyłem lekko tylko przytarte klocki, prawie nówki które powinny spokojnie wytrzymać co najmniej 20 kkm, a my przejechaliśmy dopiero 4700 km.
Na razie nie mam czasu, żeby to sprawdzić, bo deszcz już nad nami wisi. Wpadam do baru, żeby spytać o nocleg … jest pokój … zostajemy, bo po pierwsze deszcz, a po drugie jakiś problem z hamulcami który trzeba sprawdzić.
Błyskawicznie rozpakowujemy manele, a nasze osiołki wstawiamy na podwórko za barem i w tym momencie rozpętuje się coś w rodzaju tajfunu, a ktoś tam w górze odkręca zawory i zaczyna się ulewa z błyskawicami. Ok. po deszczu sprawdzę co się dzieje, a tymczasem uciekamy do baru, gdzie zjadamy jakąś kolację, po czym lokujemy się w pokoiku na pięterku.





Dafik się relaksuje, a ja idę pod prysznic. Kiedy jestem już dobrze namydlony, nagle, jeden z piorunów uderza nie tam gdzie trzeba, światło gaśnie, a w pomieszczeniu bez okna zalega całkowita ciemnota. Czuję, że ciśnienie wody szybko spada, spłukuję z siebie większość mydła i po omacku szukam najpierw okularów, a potem drzwi. Bez prądu nie będzie wody, więc nie mam wyboru, trzeba się wytrzeć, ubrać i wrócić do pokoju, gdzie odpoczywamy z Dafikiem, czekając na prąd i koniec burzy i deszczu. Burza w końcu gdzieś tam przechodzi, ale prądu nie ma nadal.
Do wieczora jeszcze kawał czasu, co robimy ? Dafik proponuje, żeby pójść na wioskę, która jest tuż obok za naszym barem. Ok. idziemy. Typowa, rosyjska wioska. Gruntowa droga, drewniane domki, drewniane płoty, buriany.
W pewnym momencie, z naprzeciwka zbliżają się dwie, powiedzmy, kobiety.













Kiedy przechodzą obok nas, widzimy że są bardzo wesolutkie i czujemy, że trzeżwe również nie są.
Przeszły, ale za moment zawróciły w naszym kierunku i pytają, czy się z nimi napijemy.
Odmawiamy oczywiście, ale one nie rezygnują. To może jakieś ruble im damy ? Odmawiamy.
To wy chyba germańce ? Nie zaprzeczamy. Ta w koszuli idzie na bosaka, jest napastliwa, cały czas podchodzi blisko … za blisko i w kółko coś gada, niezbyt dla nas wyrażnie. Ta druga trzyma się na dystans i ciągle się śmieje … ale jakoś tak dziwnie, nienaturalnie.
Przyśpieszamy, chcemy się im urwać, ale one nadążają za nami … przecież, nie będziemy biec, nie będziemy uciekać, chociaż mamy na to ochotę.
Zawracamy w kierunku naszego hoteliku, mamy już dość zwiedzania ruskiej wioski, one zawracają za nami, ta w koszuli cały czas coś do nas gada, ta druga cały czas się śmieje.
W końcu, przed samym hotelikiem odpuszczają i wracają na wioskę.
Ufff … to chyba nie był dobry pomysł z tym zwiedzaniem

Mamy jeszcze trochę czasu przed nocą, idziemy sprawdzić co się dzieje z moimi hamulcami.
Odkręcam lewy zacisk … na klocku zostało z pół milimetra okładziny z jednej strony klocka, ale z drugiej już widać metal. Tak samo z drugim klockiem.
Odkręcam prawy zacisk … po okładzinach nie ma śladu !!!
Na tylnym zacisku to samo, zostało jeszcze z pół milimetra okładziny.
Sprawdzamy jak to wygląda w XL700 Dafika i okazuje się, że jest odrobinę lepiej tzn. że zostało na jednym zacisku milimetr, a na innych ze dwa milimetry okładzin.
Tego się nie spodziewałem i nie byłem na to przygotowany, …. ale wynika z tego, że te wda odcinki jazdy po deszczowej gruntowce „zjadło” nasze klocki. Błotnista maż która powstała po deszczu, dostała się wszędzie i cały czas (nawet bez hamowania) szlifowała nasze klocki.
Zużyły się podobnie, ale Dafik miał nówki, a moje już były lekko zużyte, stąd ta różnica.
Tam gdzie nie ma już okładzin, czyli prawy przedni zacisk zdejmuje całkowicie, tłoczki blokuje kawałkiem deszczułki i instaluję przy gmolu, nie ma sensu szlifować tarczy.





Pozostałe jeszcze odrobinę hamują, może wytrzymają 300 km do Kostromy, a tam, mam nadzieję coś będzie można dokupić. Zobaczymy jutro.



Dystans 580 km Temperatura 22 - 32 oC
henry jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:24.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.