Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08.04.2018, 09:49   #21
Raviking
 
Raviking's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jun 2009
Miasto: Kamieniec Wrocławski
Posty: 2,366
Motocykl: RD03
Przebieg: Ł
Raviking jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 miesiące 1 tydzień 5 dni 19 godz 46 min 16 s
Domyślnie

Jochen i jak? Odjeżdżają jakies busy z Levocy ?
Na fotce wygląda ,że to Ty miałbyś jechać busem
__________________
GSM 505044743
Raviking jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 10.04.2018, 11:11   #22
jochen
Kierowca bombowca
 
jochen's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Kraków
Posty: 2,018
Motocykl: RD07a
jochen jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 17 godz 49 min 2 s
Domyślnie

Słońce przygrzewało coraz mocniej z każdą minutą, co zwiastowało kolejny, tropikalny dzień. Jak dla mnie, bomba – w lecie ma być ciepło, w końcu po to lato jest, a niestety patrząc na czerwone jarzębiny i pojawiające się tu i ówdzie na drzewach żółte liście coraz mocniej czułem oddech jesieni na placach. A jesienią jak wiadomo, w naszej strefie klimatycznej bywa dosyć syfnie, zimno, mokro i błotniście. A do tego dni szybko stają się coraz krótsze i w konsekwencji bardzo szybko zaczynam tęsknić za słońcem. Toteż z zasady nigdy nie marudzę, gdy jest gorąco.

Fajnie się jechało, w lusterku widziałem ślepia Afryki Maura i zastanawiałem się, czy moja teoria się sprawdzi. Zakładała ona, że z każdym kilometrem pęd powietrza będzie wydmuchiwać niepotrzebne myśli spod beretek moich towarzyszy, oraz że gdy dotrzemy do zamku, w powietrzu zapanuje zgoda, love, peace and understanding. Ano, zobaczymy…

Wioski pojawiały się i znikały, jedna podobna do drugiej. Tylko jedna z nich zasłużyła na to, aby ją wymienić z nazwy, a mianowicie niejakie Fricovce. Bynajmniej nie za walory architektoniczne, lub estetyczne, tylko za wspaniale działające szczekaczki, co w obecnych czasach stanowi już prawdziwą rzadkość. Szczekaczki są jeszcze prawie wszędzie, ale stają się smutnym, powoli ulegającym degradacji reliktem komunistycznej przeszłości. Młodzieży wychowanej na hamburgerach, coca-coli i telewizji z pierdyliardem kanałów tematycznych wyjaśniam, że szczekaczka to zjawisko występujące dawniej nagminnie w Czechosłowacji, a polegające na umieszczaniu w każdej miejscowości dużej, małej i malutkiej megafonów na słupach, tak co kilkadziesiąt metrów mniej więcej. Z tychże megafonów przez cały czas nadawano propagandowe hasła i komunikaty, przetykane muzyką motywującą naród do wytężonego wysiłku w budowaniu socjalistycznego raju. Muzyka była zazwyczaj ludowa (bo lud pracujący miast i wsi to prawdziwa sól ziemi), albo marszowa. Przed treściami emitowanymi ze szczekaczek praktycznie nie dało się uciec – każda wiocha była nimi tak nasycona, że amatorzy ciszy i spokoju musieli chyba uciekać głęboko w las, albo hen, na pola, no ale tam budzili z kolei podejrzenia robotniczego kolektywu jako jednostki aspołeczne. Zawsze gdy jako mały dzieciak przejeżdżałem z rodzicami przez Czechosłowację zastanawiałem się jak mieszkańcy są w stanie wytrzymać ten nieustanny jazgot, ale chyba podobnie jak ludzie mieszkający w pobliżu lotniska, albo ruchliwej kolejowej trakcji w pewnym momencie po prostu przestawali go słyszeć.
W większości słowackich wiosek i miasteczek megafony na słupach są wciąż widoczne, ale tylko we Fricovcach działały sobie w najlepsze. W prawdzie nie nadawano już treści propagandowych, tylko program jakiejś stacji radiowej o charakterze disco-polo (lub raczej slovak-disco), ale klimat był. Zrobiłem szybką fotkę telefonem dla udokumentowania faktu, bo kto wie jak długo te relikty się jeszcze zachowają…


4. Fricovce szczekaczki.JPG
Szczekaczka w swojej pełnej szczekaczkowej krasie


Za Fricovcami droga wspięła się na wzgórza pięknymi serpentynami, z których dało się już zobaczyć pierwszy cel – Spiski zamek. Dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych słowackich zamków, prawdziwy gigant. Mimo, że mocno zrujnowany, wciąż zajmuje cały szczyt naprawdę dużego pagórka i dominuje nad całą okolicą, oraz leżącym poniżej miasteczkiem Spisske Podhradie. Historią sięga w głębokie średniowiecze, do XI i XII wieku i powstał jako węgierska twierdza graniczna. W jego murach urodził się jeden z węgierskich królów, był zamieszkany do 1948 roku, po czym został uznany za narodowy pomnik kultury i przekształcony w obiekt muzealny. Wszystkich wybierających się na Słowację, albo dokądś przez Słowację gorąco zachęcam do odwiedzenia tego miejsca. Naprawdę warto.


5. Spissky Hrad.JPG
Pierwszy widok zamku z serpentyn


6. Serpentyny.JPG
Szybkie foty


7. Spissky Hrad.JPG
Zamek się zbliża


8. Spissky Hrad.JPG
Romeo i Julia...


9. Spissky Hrad.JPG
Dookoła zamku można łazić godzinami


10. Spissky Hrad.JPG
Zobaczone, odhaczone, ruszamy dalej


Warto również zatrzymać się pod wzgórzem zamkowym, w miasteczku Spisske Podhradie. Jedynym godnym uwagi obiektem jest tam średniowieczna Spiska Kapituła, czyli dawna siedziba biskupów Spiszu. XIII wieczna katedra św. Marcina po kilku przebudowach jest całkiem harmonijną mieszanką stylów romańskiego i gotyckiego, a na zewnątrz posiada parę elementów renesansowych. W środku znajduje się parę gotyckich drewnianych ołtarzy, w tym jeden autorstwa Wita Stwosza, z tych Stwoszów, of kors. Tego samego, który wyrzezał słynny ołtarz w kościele mariackim w Krakowie. Zarówno Kapituła, jak i górujący nad nią zamek znajdują się na liście światowego dziedzictwa Unesco.


11. Spisska Kapitula.JPG
Brama Kapituły


12. Spisska Kapitula.JPG
Katedra św. Marcina


13. Spisska Kapitula.JPG
Zegar słoneczny na wieży


14. Spisska Kapitula.JPG
Mury obronne Kapituły


14.5. Pożegnanie.JPG
Rozstania czas...
__________________
AT RD07A, '98, HRC
jochen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.04.2018, 11:49   #23
Dunia
 
Dunia's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2010
Miasto: Reykjavik
Posty: 725
Motocykl: tyż Honda ale mała siostra królowej
Przebieg: jest
Dunia jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 dni 15 min 52 s
Domyślnie

Swietna relacja Johen...pisz Wasc dalej
Jako rzekles 8 lat temu bodajze- Afryka to pojazd jednoosobowy , przeto we dwoje na Afryce to o jednego za wiele heh
Dunia jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 12.04.2018, 14:34   #24
jochen
Kierowca bombowca
 
jochen's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Kraków
Posty: 2,018
Motocykl: RD07a
jochen jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 17 godz 49 min 2 s
Domyślnie

Dzięki Duniu...

Kolejna ciekawa miejscówka znajdowała się już w odległości kilku kilometrów. Było to zabytkowe miasteczko Levoca, które w historycznych zapisach pojawia się już w XIII wieku. Niegdyś posiadało całkiem spore znaczenie z racji położenia na szlaku handlowym prowadzącym z Węgier, przez Spisz do Krakowa. Mocną pozycję utrzymało całkiem długo pomimo gwałtownych wojen husyckich w XV wieku i wielkich pożarów w XVI. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku, po poprowadzeniu linii kolejowej omijającej Levocę, popadła ona w senną stagnację. Dzięki temu jednak charakter miasta nie uległ zmianie i do dziś zachowała się zabytkowa starówka, za sprawą której Levoca wylądowała na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Przez chwilę kusiło mnie, żeby się tam poszwędać i porobić zdjęcia, ale drgające od żaru powietrze skutecznie wybiło mi ten pomysł z głowy, znacznie przyjemniej się jednak siedziało na motocyklu w rozpiętej kurtce czując gorące wprawdzie, ale jakieś podmuchy. Obiecałem sobie wrócić w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody i przejechawszy przez miasteczko wyskoczyłem na główną drogę, odkręciłem manetę co by mocniej dmuchało i potoczyłem się dalej. Fajnie się jechało równym, szybkim tempem – to był ten moment, gdy zacząłem odczuwać pełną satysfakcję z faktu bycia w drodze. Nieważne dokąd, nieważne gdzie jedzenie i spanie, bez dopiętego na ostatni guzik planu, po prostu byle być w ruchu i się przemieszczać wsłuchując w basowe gaworzenie silnika Afry, kodując tylko przesuwający się obok krajobraz. W takich właśnie chwilach odkrywa się, że do szczęścia człowiekowi naprawdę niewiele potrzeba.

Z lewej strony mignęło mi kolejne malownicze miasteczko, Spiska Nowa Wieś, ale było stanowczo za gorąco na zwiedzanie. Innym razem. Przegapiłem moment, gdy mogłem zrobić ładne zdjęcie, a szukać zawrotki na autostradzie i nadkładać drogi mi się nie chciało. Miało być bez spiny, więc nie ma co rozdzierać szat z byle powodu – mañana, albo domani, jak kto woli.

Toczyłem się więc dalej przed siebie z prawej strony mając rosnące powoli zbocza Tatr, wyjątkowo oglądane z drugiej niż zwykle strony. Na chwilę przystanąłem na jakimś parkingu przydrożnym, żeby wypić parę łyków wody i zagryźć batonikiem i dalej w drogę…


14.9. Tatry.jpg
AT i Tatry od tyłu

Gdy dojeżdżałem do Liptowskiego Mikulasza przypomniałem sobie o okolicznej wiosce Liptovsky Hradok (Liptowski Gródek), gdzie chyba był ładny zameczek. Zjechałem z autostrady, przecisnąłem się przez korek tworzący się przed remontowanym mostem i po chwili rzeczywiście stanąłem pod rzeczonym zamkiem. Jest to mały zamek pochodzący z początku XIV wieku, dodatkowo chroniony przed atakiem fosą, przechodzący w ciągu swojej długiej historii z rąk do rąk. Na początku XVIII, wieku w trakcie powstania Rakoczego został ostrzelany przez artylerię przy okazji toczącej się bitwy i uszkodzony. Został jednak na szczęście naprawiony, trafił do rąk cesarskich, a obecnie jest własnością prywatną. Teraz mieści się w nim hotel (taki z tych droższych) i winiarnia.


15. Liptovsky Hradok.JPG
Liptovsky Hradok z fosą


16. Liptovsky Hradok.JPG
Hotel nie na moją kieszeń...
__________________
AT RD07A, '98, HRC
jochen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13.04.2018, 12:01   #25
jochen
Kierowca bombowca
 
jochen's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Kraków
Posty: 2,018
Motocykl: RD07a
jochen jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 17 godz 49 min 2 s
Domyślnie

Po krótkim postoju dalej w drogę. Teraz prosto do Ružomberoka, a właściwie do małej wioski Likava ok. 5 km na północ od miasta, nad którą góruje zamek o tej samej (o dziwo) nazwie. Zbudowany na początku XIV wieku jako twierdza pilnująca ważnego szlaku handlowego z Węgier do Polski, popadł w ruinę na początku XVIII wieku w trakcie walk wywołanych powstaniem Rakoczego przeciwko Habsburgom.


17. Hrad Likava.JPG
Zamek Likava widziany z głównej drogi


Wielokrotnie obok niego przejeżdżałem w drodze na, albo z nart zimą (w samym Ružomberoku jest całkiem fajny ski-park z gondolkami i nartostradą, a w pobliżu nieodległego Liptowskiego Mikulasza znajduje się dolina Jasna i znany narciarzom Chopok), lub latem po drodze na, albo z Węgier. Nigdy nie było czasu, żeby się zatrzymać i zwiedzić zamek, dlatego też uznałem, że ta chwila właśnie teraz wreszcie nadeszła.
Zjechawszy z głównej drogi zagłębiłem się w likavskich uliczkach szukając sposobu na zaparkowanie jak najbliżej zamku. Niestety powtórzyła się sytuacja znana mi już z Kapušan, czyli dróżka kończąca się obok jakichś chałup u podstawy zamkowego wzgórza i konieczność dymania pod górę w ukropie. I to nie jakiś tam krótki spacerek, tylko szmat drogi. W owym czasie byłem już całkiem wyluzowany jeśli chodzi o bezpieczeństwo bambetli na motocyklu. Stwierdziłem, że nie przewożę gaci ze złota, ani innych precjozów, więc nawet jeśli mnie okradną, to drastycznie przez to nie zubożeję. A piękne widoki z zamkowej wieży na pewno mi wynagrodzą wszelki trud i straty materialno-moralne. Zahaczyłem zatem kask o tylny stelaż, kurtkę przypiąłem ekspanderami do torby na kanapie, aparat wziąłem w garść i zacząłem się mozolnie wspinać pod górę.

No i nastąpiła powtórka z rozrywki – krok za krokiem, najpierw za wioskę, potem przez teren budowy autostrady pod filarami estakady, która będzie biegła na wysokości ok. 20 metrów nad ziemią, potem do lasu łapiąc każdy skrawek cienia… Każde kilka metrów okupione litrami potu. I pod górę. Ale nieważne – widoki na pewno będą spektakularne. No i niestety nie były ani trochę. Gdy się wreszcie doczołgałem do zamku, okazało się że krata wejściowa jest zamknięta na cztery spusty (zgadnijcie dlaczego? Ano, szykujemy się do renowacji oczywiście!). Co gorsza samego zamku nawet nie ma za bardzo jak obejść dookoła, bo stoi na sporej, ukrytej w lesie skale o pionowych ścianach. Najlepsze obecnie miejsce widokowe, to punkt przy drodze głównej, z którego zrobiłem poprzednie zdjęcie. W wyniku poniesionego zatem trudu pooglądałem sobie tylko słowackie krzaki, drzewa i trawę. A że flora u naszych południowych sąsiadów nie różni się od naszej nadwiślańskiej, to specjalnie odkrywcze i pouczające doświadczenie toto raczej nie było.


18. Hrad Likava.JPG
Zbliżam się do zamkowej bramy, a tu zonk!


19. Hrad Likava.JPG
Jedyny sensowny widok spod zamku


Obróciwszy się na pięcie i podkuliwszy ogon, mając poczucie porażki wypisane na twarzy ruszyłem w dół. W tą stronę szło się łatwiej, pomagała grawitacja, która poprzednio rzucała mi kłody pod nogi. Na szczęście moja wiara w uczciwość słowackiego człowieka mnie i tym razem nie zawiodła – Afryka grzecznie czekała pod krzakiem, pod którym ją zostawiłem, a z dobytku nie brakowało niczego.
__________________
AT RD07A, '98, HRC
jochen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.05.2018, 14:50   #26
jochen
Kierowca bombowca
 
jochen's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2008
Miasto: Kraków
Posty: 2,018
Motocykl: RD07a
jochen jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 17 godz 49 min 2 s
Domyślnie

Słońce powoli przesuwało się po niebie zalewając ziemię żarem, wchodząc w fazę popołudnia, a spod kół Afry umykały kolejne kilometry. Krajobraz powoli przesuwał się w tył z prawej i lewej, a ja nauczony wczorajszym doświadczeniem powtarzałem sobie jak mantrę, że zanim zapadnie zmrok muszę mieć miejscówkę na noc. Z moich obliczeń wynikało, że powinna się ona znaleźć w Martinie, albo w nieodległej Žilinie . Na razie miałem jednak jeszcze parę godzin luzu.
Powoli odzywało się ssanie w żołądku, bo śniadanie z Maurem w Presovie to już było odległe wspomnienie. Po jakimś czasie ssanie wzrosło do takiego poziomu, że zacząłem się obawiać całkowitego zassania mojej skromnej osoby, więc zatrzymałem się na pierwszej niewyjściowej stacji benzynowej, jaka się nawinęła, znalazłem mały skrawek cienia za pakamerą stróża, położyłem się na betonie i zjadłem bułkę z szynką zrobioną przezornie rano, popijając mineralką. Uff – od razu lepiej, możemy cisnąć dalej.

Przypomniałem sobie wtedy, że na papierowej mapie widziałem w tej okolicy obrazek z zamkiem, więc sprawdziłem, wklepałem nazwę do GPSa i zeskoczyłem z głównej drogi zagłębiając się między porośnięte lasem wzgórza. Fajna, boczna droga którejtamś kolejności odśnieżania, a na szczycie jednego z większych pagórków mała tabliczka ze strzałką i napisem „Hrad Sklabina”. Ku memu zadowoleniu strzałka wskazywała na wąską leśną ścieżkę prowadzącą gdzieś w wyższe rejony lasu. A zatem namiastka offa, czegóż chcieć więcej?

Po ok. kilometrowej jeździe ścieżką, na nachylonej w kierunku południa dużej polanie ukazały się pozostałości zamku. Pomimo, że z samego zamku nie zostało wiele, warto tam podjechać będąc w okolicy, bo jest to bardzo malownicze miejsce. Sam zamek ma dość długą historię – wiadomo, że istniał już w połowie XIII wieku, pierwszą przebudowę przeszedł w 1309 roku, a kolejną na początku XV wieku. Częściowo spalony podczas wojen husyckich, został odbudowany i powiększony. Od XVIII w. zaczął popadać w ruinę i ten stan trwa do dziś. W zabudowaniach na podzamczu można kupić jakieś suweniry i coś zjeść, a za wstęp na teren zamku nie są pobierane żadne opłaty. Chodząc po pozostałościach murów, widać jednak, że w czasach swojej świetności był naprawdę duży i że zajmował wielką powierzchnię.

20. Hrad Sklabina.JPG
Pod zamkiem

21. Hrad Sklabina.JPG
Wejść, czy wjechać...oto jest pytanie!

22. Hrad Sklabina.JPG
Pozostałości wieży ostatniej obrony

23. Hrad Sklabina.JPG
Zachwaszczony teren zamku

24. Hrad Sklabina.JPG
Podgrodzie

24.5 Hrad Sklabina.jpg
A tak zamek wyglądał w latach dawnej chwały

Na Sklabinie mój plan zamkowy na ten dzień się praktycznie kończył. Najpierw przez las, a potem bocznymi dróżkami wróciłem na główną drogę i ruszyłem do Martina. Jako osoba przezorna, gdy wjeżdżając do miasta zobaczyłem przy drodze z prawej strony pensjonato-karczmę z grubych drewnianych bali o zaskakującej nazwie „U Martina”, bez zastanowienia zatrzymałem się i zapytałem o możliwość noclegu.
Sympatyczne dziewczę za ladą recepcji rozwiało moje obawy i w prosty sposób stałem się oto dumnym posiadaczem klucza do pokoju na pierwszym piętrze. Za 20 jurków, więc akceptowalnie biorąc pod uwagę całkiem przyzwoity standard.

Jako, że pora nie była całkiem późna i słońce jeszcze przyświecało, stwierdziłem że można by w zasadzie zakończyć dzień zamkiem Strečno odległym o ok. 15 km w kierunku na Žilinę.
Zostawiłem manele w pokoju i spokojny o swój nocny byt, z lekkim sercem ruszyłem przed siebie. Daleko nie zajechałem – wyjazd z Martina był totalnie zakorkowany z powodu popołudniowego szczytu, rozbudowy drogi i wiaduktu, oraz jakiejś stłuczki. Totalna masakra, nawet motocyklem nie dało się nic zwojować, bo wszędzie były wykopy i betonowe ograniczniki. Stało wszystko, samochody, motocykle, skutery...A powoli obniżające się na niebie słońce dalej ostro grzało.
Po ok. 20 minutach stania, w trakcie którego pokonałem może 2 metry machnąłem ręką i uznałem, że to znak dany mi odgórnie, iż czas na browara. Wymotałem się z korka, zawróciłem do kwaterki, wskoczyłem w krótkie gacie i koszulkę, oraz zakończyłem dzień najlepszym specjałem zarówno Słowackiej, jak i Czeskiej kuchni, czyli smażonym serem z frytkami i sosem tatarskim, oraz zimnym wywarem z szyszek chmielowych.

25. Martin.JPG
Na to czekałem od rana...

26. Martin.JPG
Słowackie specjały
__________________
AT RD07A, '98, HRC
jochen jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
I na mnie pora... zaczekaj Inne tematy 29 14.07.2017 13:17
wymiana klockow jak skok przez płotki matjas Hamulce, kola, opony 118 03.06.2015 16:56
Hiszpańska Słowacja, czyli Wypad na Czarny Ląd - Maroko [Kwiecień 2010] podos Trochę dalej 314 29.08.2011 15:55


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:40.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.