Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25.01.2016, 13:58   #1
Maurosso
 
Maurosso's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jan 2014
Miasto: Rz-ów
Posty: 735
Motocykl: RD07
Maurosso jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 2 dni 5 godz 45 min 4 s
Domyślnie [Azja centralna/2015] W poszukiwaniu piątej klepki

Oryginalny topic mocno się rozrósł...jak nikt nie ma nic przeciwko, otworzę nowy. Tamten jest chyba już generalnie do zamknięcia.

Skryba ze mnie lichy, ale trening czyni mistrza, a talent to ponoć ściema.

Zapraszam do podczytywania opisu ubiegłorocznego wyjazdu w głąb Azji Centralnej. Jest szansa, że sporo historii i zdjęć będzie się powtarzać ze strony na FB lub z opowiadań. Tyle, że w tym wypadku, w kilku miejscach będzie kilka bardziej rozbudowanych anegdotek i lichych przemyśleń. Te szczególnie liche i pseudofilozoficzne lub niezwiązane z samym wyjazdem będą w cytatach. Przeważnie będzie to bardziej rozbudowany opis sytuacji, lub poznanej osoby, która zrobiła na mnie spore wrażenie. Krytyka na bieżąco mile widziana. No cóż...czas start:


===========
Papieroch z kumplem na balkonie. Centrum miasta, 4te piętro, późny wieczór.
-Wyjeżdżam stary.
-Spoko. Anglia? Niemcy?
-No…nie do końca...

Dwa tygodnie później, gdy paszport pełny już różnych dziwnych pieczątek, a plotka się rozeszła, odbywa się impreza typu odprawka. Zaczyna się w czwartek, kończy w niedzielę w okolicach 10tej rano. Już wiem, że będą chwile gdy będzie brakowało mi tych szajbusów, którzy zdolni są w ramach tortu urodzinowego przygotować ośmiokilogramową galaretkę z owocami. Tak zwaną „Galaretkę zniszczenia”.





Moto generalnie w rozsypce. Standardowy przedwyjazdowy nieogar. Na tyle duży, że trzeba poświęcić jeszcze dzień na pakowanie i sprawdzenie wszystkiego. Obładowany jak na Mongolię. Brakuje tylko opon na zmianę. Te czekać na mnie będą u Mirmiła w Gruzji. Wtorek 7go Lipca 2015. Start.



Obieram kierunek na Tokaj. Kilometry uciekają. Słowacja migła. W głowie rozkminy. Jak to będzie? Nigdy tak daleko sam nie jechałem. W ogóle jest to pierwszy wyjazd turystyczny solo. A co jak będzie nudno? Uda się kogoś w ogóle spotkać po drodze?

Do Tokaju docieram późnym popołudniem. Pierwszy obóz rozbity przy pobliskim jeziorku. Słodkie wino, zachód słońca…to się naprawdę dzieje.



Dalsza trasa to absolutny żar z nieba. Nigdy potem, aż tak słońce nie dało mi w kość jak na Węgrzech (aklimatyzacja organizmu?). Jest nieznośnie. Między 12 a 17 robię przerwy.

Już w Serbii zahaczam o Belgrad, który robi wielce pozytywne wrażenie. Jakoś tak…młodzieżowo jest. Sporo studentów, historii, alejek, knajp. Spędzam tam większość dnia, a nocuje poza miastem w okolicy strzelistej wieży telekomunikacyjnej, z której rozpościera się niesamowity widok na całą okolicę.





Dalsza trasa to pierwsza prawdziwie kręta i śliczna droga. Jest wielka frajda. W pewnym momencie nawet zawracam, aby jeden z odcinków pokonać jeszcze raz. Dobra widoczność, świetny asfalt i szybkie łuki kuszą aż za bardzo. Taki mocno podjarany tą trasą, nagle zwalniam osłupiały. Granica.
Zaraz zaraz…do Macedonii przecież powinienem mieć z 70km jeszcze. Jaka granica? Gdzie ja jestem? Nieśmiało podbijam do budki z celnikiem w środku. Na pagonach flaga Kosowa. Faaaaktycznie, trochu zboczyłem z pierwotnej trasy i na drodze stanęło Kosowo.

Typ otrzymuje mój paszport, popatrzył, przewertował, wbił pieczątkę. Uśmiecha się i oddaje ze słowami:
-Happy Birthday! Welcome do Kosovo!

Faktycznie, nie ogarłem. Urodziny dzisiaj. Cool ;]
W samym Kosowie spędzam czasu niewiele, choć intensywnie. Trzeba kupić obowiązkowo ubezpieczenie OC w pierwszym napotkanym mieście. Tak też robię w Mitrowice. Miły pan uzupełnia dla mnie papierki, bierze kasiorę…patrzy na mnie i na kask, powrotem na mnie...Wstaje, sięga do szafeczki. Wyciąga taki wielki blok A4, pełny ubezpieczeniowych oświadczeń o wypadkach. Do uzupełnienia w razie W. Gdzie, kto, jak, miejsce na szkice wypadku, strefy zgniotu pojazdu…bez słowa wydzieram jedną kartkę i oddaję mu resztę.

-Are you sure, you want only one?

Ooook, uznaję więc że z uważnego kierowania, trzeba wejść w tryb awaryjny.

Nad miastem góruje śliczne wzgórze. Widzę, że opasają je jakieś ścieżki i dróżki. Ciekawe co jest na górze…znalazłem drogę asfaltową, która pod koniec zmieniła się w gruntową. Mocno stromo. Dziiiiida! Wpadam na szczyt…wojskowi. Trochę nie wiem co zrobić…spierdalać? Podjeżdżam bliżej. Na pagonach flaga wroga. Bundeswehra. NATO. Więc swoi.



-Gutten Tag! Alles klar?
Z mojego łamanego niemieckiego, mimowolnie przeskakujemy na angielski. Misja stabilizacyjna. Trzeci miesiąc tu siedzą. Dzisiaj pierwszy raz ich też to wzgórze skusiło i chcieli zobaczyć co na górze jest. Ponoć niedaleko stacjonują Polacy. Ale nie do końca wiedzą gdzie.

To zdjęcie nazwałem…EKOsovo…heheh


Jeszcze tego samego dnia, wpadam do Macedonii. Kieruję się na Skopje gdzie mam spotkać się z bardzo zacną ekipą motocyklistów.

Cytat:
Poznałem ich wspólnie z przyjaciółmi na wyjeździe rok wcześniej. A było to tak: nad Skopje wielka góra. A na szycie wielki krzyż. Krzyż Milenijny. Postanawiamy zobaczyć panoramę z tego miejsca.
Wyjazd na górę po mocno serpentynowej drodze. Przed szczytem szlaban i zjazd na parking. Dalsza droga na nogach lub koleją linową. Pierwsze trzy motory zmykają na parking. Ostatni kumpel który był za nami, mija parking i jedzie pod szlaban. Znika. Czekamy i czekamy…chyba głupi przez szlaban nie przejechał? Wraca po 10 minutach.

-Tyyyypy! Tam jest klub Harleyowców i dzisiaj mają otwarcie!

Okazuje się, że MC Potfat, a więc najstarszy macedoński klub wielbicieli Chromu, Frędzli i Skórzanych Sakw, otwiera dziś swój ClubHouse. A my akurat mamy opcję się załapać.

Historia całego klubu jest mocno niesamowita. Gdy wiosenno i letnie, ekipa śmiga gdzie oczy poniosą. Gdy zima, mocno współpracują z lokalnym Czerwonym Krzyżem. Pierwszym dużym projektem, była pomoc dzieciakom w hospicjach…okazuje się to niezwykle ciężkim przeżyciem dla wielu z nich. W kolejnym roku, postanawiają uruchomić nowy pilotażowy program dla młodzieży z trudnych rodzin. Takich w których brak autorytetu. Rodzice alkoholicy lub gorzej itp. Projekt polega na tym, żeby stać się dla nich autorytetem takim właśnie. Bo jakiegoś typka z czerwonego krzyża nikt nie słucha jak jest młody i buńczuczny. Ale wytatuowanego, wielkiego jak góra harleyowca już bardziej. A to ludzie o złotym sercu. Strzał w dziesiątkę. Spora ilość młodych wychodzi na prostą. Jeden z nich nawet dołącza do klubu.

W ramach podziękowania za wieloletnią pomoc, Czerwony Krzyż oferuje im grunt na swoim terenie oraz rozpadający się domek. Pozostałość po starej bazie. Zabierają się do roboty. Remont na pełną skalę. Udało się. Zapracowali na chyba najbardziej epicką bazę o jakiej może marzyć taki klub. Zaraz pod Krzyzem Milenijnym, na szycie góry nad Skopje. Jak to w tych klimatach, chętnie witają zbłądzonych po drodze.
Ode mnie dostali info, że mam ochotę ich odwiedzić i zatrzymać się na jedną noc. Kończy się to mega pozytywnym spotkaniem przy domowej rakiji. Dostaję także masę ciekawych informacji o tym, co zobaczyć w Turcji, bo tereny te mają dobrze obeznane. Na mapie pojawiają się kolejne punkciki, które „koniecznie muszę zobaczyć”. Rozmawiamy o braterstwie motocyklistów, o podróżach…ktokolwiek zabłądzi w okolice Skopje, polecam wjechać pod tą górę i przy szlabanie strażnikowi powiedzieć, że jedzie się do MC Potfat.





Najmłodszy kadydat na członka klubu.


Ranek to leniwa zbiórka. Trochę mechanikowania, bo do sterownika od grznych manetek dostała się woda i szaleją. Dostaję w prezencie Kontakt do elektryki, tejpy, śrubki…biorę wszystko. Nie raz się przydały. W podzięce zostawiam szefowi pamiątkową monetę, których nabrałem trochę z Polski, aby spełniały rolę suwenirów. I tu zaskoczenie. Okazuje się, że jest on numizmatykiem. Wręcz skacze z radości. Pokazuje mi dziesiątki fotografii ze swoimi kolekcjami. Mówi, że różne monety widział, ale takiej jeszcze nie. Zrobi dla niej specjalny stojak, a znajomi będą piać z zazdrości. Na jej awersie SHL’ka.

Wyjazd z ich bazy to automatyczne obranie kierunku na Grecje. Późne popołudnie. Pocinam nudną wylotówką i jakoś tak…smutno mi się zrobiło. Bardzo. Wiedziałem, że po kilku dniach od Polski, odwiedzę Potfat i będzie z kim pogadać etc. Ale teraz, najbliższe dwa lub trzy tygodnie raczej nie będzie takie opcji. Tęsknota mocno się wgryza i trzyma skubana silnie. Może jednak wrócić?

__________________
Marcin vel "Gruby" aka "Maurosso"
Maurosso jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 14:09   #2
Poncki
 
Poncki's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Warszawa
Posty: 1,941
Motocykl: XR250R
Przebieg: ły
Galeria: Zdjęcia
Poncki jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 5 dni 1 godz 27 min 44 s
Domyślnie

Z przyjemnością przeczytam, bo minęliśmy się na Biesowisku, a w Warszawie zatrzymała mnie przeprowadzka...
Życzę wytrwałości w pisaniu, bo trochę tego będzie
Poncki jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 14:27   #3
Rojek
 
Rojek's Avatar


Zarejestrowany: Dec 2012
Miasto: RLU
Posty: 867
Motocykl: RD04
Przebieg: niski;)
Rojek jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 3 dni 4 godz 41 min 43 s
Domyślnie

Będzie co czytać
__________________
Po setnej glebie uśmiechnięty chłopak w enduro z piaskiem w zębach dźwiga się i "mówi dam radę, dam radę".
Po pierwszej glebie na ścigaczu chłopak z zębami w piasku słucha załogi helikoptera-karetki... "dasz radę, dasz radę"!!
Rojek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 14:52   #4
MotoGdyniaMariusz
 
MotoGdyniaMariusz's Avatar


Zarejestrowany: Oct 2014
Miasto: Gdynia
Posty: 130
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 85000
MotoGdyniaMariusz jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 dzień 18 godz 56 min 36 s
Domyślnie

Ajj, Skopje cudowne miasto, przynajmniej centrum, w remoncie ale i tak robi wrażenie
Czekam na ciąg dalszy!
__________________
Jeszcze bez AT, zbieram doświadczenie
Był by ktoś zainteresowany zamianą XJR za AT?
https://www.youtube.com/user/MotoTravelPoland

http://motovoyager.net/2016/01/zgubiony-towarzysz-i-popsute-sprzeglo-balkanskie-atrakcje-z-yamaha-xjr1300-wyprawa/

MotoGdyniaMariusz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 15:19   #5
KORNIK
 
KORNIK's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: May 2010
Miasto: Piwniczna-Zdrój
Posty: 796
Motocykl: RD04
Przebieg: 42000
KORNIK jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 1 dzień 13 godz 46 min 6 s
Domyślnie

KORNIK jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 16:35   #6
sluza
 
sluza's Avatar


Zarejestrowany: Nov 2010
Miasto: Bialystok I Akalice
Posty: 1,310
Motocykl: AT RD07a; XR600R
sluza jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 3 tygodni 1 dzień 22 min 9 s
Domyślnie

Żebyś mi tylko do 20 lutego wszystkiego nie napisał!!!!!!!!
sluza jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.01.2016, 22:38   #7
jacoo
 
jacoo's Avatar


Zarejestrowany: Jun 2010
Miasto: Zakopane / Kraków
Posty: 426
Motocykl: XL700VA
Przebieg: rośnie
Galeria: Zdjęcia
jacoo jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 tygodni 6 dni 16 godz 27 min 36 s
Domyślnie

Cóóóólllll opowiastka

Go on!
jacoo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 26.01.2016, 09:06   #8
voxan69
 
voxan69's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jul 2008
Miasto: Sanok
Posty: 1,919
Motocykl: EXC, ST 1300
Przebieg: rośnie
voxan69 jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 6 dni 16 godz 30 min 11 s
Domyślnie

Pisz pisz masz talent

Wysłane z mojego E2303 przy użyciu Tapatalka
__________________
Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
voxan69 jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28.01.2016, 20:56   #9
Maurosso
 
Maurosso's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Jan 2014
Miasto: Rz-ów
Posty: 735
Motocykl: RD07
Maurosso jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 tygodni 2 dni 5 godz 45 min 4 s
Domyślnie

Spoks Śluza Zrobimy tak, żeby było dobrze
============
Zbijam z ekspresówki. Z zamyślenia wyrywa mnie ciekawy obrazek. Pomarańczowy Oldtiemer i równie pomarańczowy kierownik na poboczu drogi. Oferuję pomoc. Krótka wymiana zdań w polsko/macedońsko/słowiańskim. Przegrzane auto. Musi poczekać aż silnik ostygnie. Ruszam dalej...i zdałem sobie sprawę, że nudno to raczej nie będzie.

Granicę przekraczam z samego rana. Kierunek na Saloniki. Nawi poprowadziło naprawdę urokliwymi wioskami, wkomponowanymi w zbocza wzniesień. Po wyjechaniu z jednej z takich wiosek zerkam w prawo...a tam coś co można by uznać za cmentarzysko zabawek. Zatrzymuje się...nikogo w okolicy. Stary magazyn i otaczające go pola usiane są zabawkami z centrów handlowych/marketów. WTF?!





Marząc o Isle of Man TT


Wszelkie możliwe opcje zabawkowe można było znaleźć. Roboty, samoloty, motory...Skąd się tam wzięły? Nie wiem. Nikogo w okolicy nie było.

Jeszcze tego samego dnia witam Saloniki. Żar się leje z nieba. Ciekawy ruch...na początku wrażenie, że milion razy gorszy niż w Kosovie. Totalne szaleństwo. Na światłach podbija do mnie typek na ścigu w spodenkach i koszulce. Wyśmiał czarny ubiór od stóp do głów i dzida przez skrzyżowanie na czerwonym. Awsome! :>

Przed wkręceniem się lokalny sposób prowadzenia motocykla, powstrzymuje mnie asfalt...nie wiem o co chodzi...ale jest tak Kuuuuuu*ewsko śliski, że to aż nie jest śmieszne. Cokolwiek więcej jak 20% hamulca to blokada koła...Przy takiej temperaturze, totalnie nie mieści mi się to w głowie. Jakbym tego nie wyczaił przypadkiem na spokojnym dohamowaniu, tylko przed skrzyżowaniem lub na szybkim łuku, to nie byłoby co zbierać. Nawet chodząc po nim w butach jest ślisko. Inna mieszanka niż w reszcie europy?



Lokum w hostelu niedaleko centrum. Wybieram się na zwiad miasta. Kurdę...podoba mi się tu. Tak sobie właśnie wyobrażałem Grecje. Centrum fajne i ładnie utrzymane. A zaraz poza nim stroma, wąska, pnąca się w górę zabudowa. Okalające miasto mury, zakończone ruinami twierdzy. Trochę syf, trochę autobusów wypełnionych niemcami...ale bardzo łatwo znaleźć alejki, w których można poczuć elementy greckiego klimatu.



Wieczorem głównym miejscem spotkań jest promenada i słynna baszta.



Ciekawe wrażenie robią antyczne ruiny, obecnie najczęściej otoczone familokami.



Jak na duże miasto...wrażenia pozytywne.
Przez internety kontaktuję się z koleżanką, która jest w połowie greczynką. Proszę o namiary na ciekawostki w okolicy. W odpowiedzi otrzymuję: "Półwysep chalcydycki".

Wybieram opcję objechania jego środkowej odnogi.

Cytat:
Część zachodnia nastawiona jest to kurorty, spa baseny etc. Środek trochę na bardziej ekonomicznego turystę, plus ma spore ilości niezamieszkałych terenów. Wschodnia to ziemie Autonomicznej Republiki Góry Athos.

Dom dla ponad 1800 mnichów. Cytując za wiki: Turyści na terenie Athos mogą przebywać maksymalnie 3 dni. Pobyt ma charakter pielgrzymki religijnej. Poza akredytowanymi specjalistami, turyści nie mogą posiadać sprzętu fotograficznego. Od 1060 na terenie półwyspu nie mogą przebywać kobiety (nawet zwierzęta hodowlane na półwyspie są tylko płci męskiej). Zakaz ten nosi nazwę grecką avaton. Statki i łodzie, na których pokładzie znajdują się kobiety (np. statki turystyczne, bazujące w Uranupoli), nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą niż 500 metrów.
Będąc już na miejscu, urzeka piękno prawdziwie Greckiej "riwiery". Będąc na południowy skrawku, zauważam zjazd w lewo z drogi i stromy podjazd w głąb gór..."No kurdę...mało offu ostatnio było". Wbijam się w park narodowy i chyba z 5 godzin kręcę się po całym półwyspie po mega ślicznych drogach.



W tle góra Athos.


Kusi najwyższe w okolicy wzniesienie. Podjazd stromy, kamienisty...na szczęście suchość drogi ratuje sytuację. Wydarłem na samą górę. Na szczycie mała budka. WTF? Z budy wypada dwóch typów. Pierwsze ludzie od jakiś 2 godzin. Patrzymy tak po sobie. Coś tam zagaduje, przywitanie...okazują się być pracownikami straży pożarnej. Z tego miejsca widać wszystkie trzy odnogi całego półwyspu, a ich zadaniem jest wypatrywanie ognia.





Niestety nie gadają w żadnym ludzkim języku. Pozwalają obejść szczyt i porobić foty naokoło. To musi być dramatycznie chamska robota...upał 40stopni, cały dzień zamulania z lornetką...



Na wyjeździe z gór, zaliczam paciaka. O tyle niefortunnego, że rozwalam lusterko. A dokładniej popuściła do zera śruba kontrująca. Już wcześniej ledwo trzymało się jednej pozycji...teraz już zero. Na polu namiotowym postanawiam się zabrać za mechanikowanie. Coby dostać się do środka...zupa z lusterka:



Patent znaleziony na forum zadziałał mega. Uszczelka się uplastyczniła i całość rozeszła się bez problemów. Śruba dokręcona, lustro jak nowe.

Do tego dobieram się do klemów akumulatora...bo mam wrażenie, że to ich wina, że napięcie zaczęło skakać dziwnie +/-0.7[V]...mam nadzieję, że nie regler...papierek ścierny, macedoński kontakt...książkowe ładowanie. Moto jak nowe.



Powyższe zdjęcie to ostatni piękny widok z Grecji - Alexandropolis. Ale osobiście czuję już zajawkę na Turcję i pomysły sprzedane mi przez ekipę z MC Potfat. Tnę więc do granicy.

W ostatnim miasteczku przed granicą chcę wybrać z bankomatu trochę gotówki i tam zauważam pierwszy raz...to o czym u nas w TViku tylko było. Ogromne kolejki do bankomatów. Widać że jest daleko od OK jeżeli chodzi o ekonomie. Banki w całej mieścinie pozamykane. Ale nie ma wrażenia, że to końca świata. Ludzie żyją. Rozmawiają sobie w tej kolejce. Jak ktoś starszy to się go wpuszcza. Żarty żarciki...generalnie bez spiny. Takie realia.

To czekanie po kasę spowodowało...że stała mnie ciemna noc. Wybijam za miasto, granicy już nie przekroczę. Ścinam w jakieś krzaki boczną dróżką. Rano budzą mnie jakieś gwizdki...pokrzykiwania. Cóż, wychodzę z namiotu. Krzaki gęste więc nic w okolicy nie widzę. Pakuję manatki i obieram kierunek równoległy do głównej drogi.

Lekki zakręt, kilka wysokich drzew i otwiera się ogromna polana. I co na mnie patrzy? Piękny Leopard 2 A5, obok drugi. No i chyba z 2 Plutony wojska na apelu. Wszyyyyyscy na mnie gapią...a ja sobie pocinam jakby nic, wzbijając tumany kurzu za sobą.

Przekomicznie to musiało wyglądać :P
__________________
Marcin vel "Gruby" aka "Maurosso"

Ostatnio edytowane przez Maurosso : 28.01.2016 o 21:02
Maurosso jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 28.01.2016, 21:24   #10
ATomek
 
ATomek's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Garwolin
Posty: 888
Motocykl: czarna RD07A
Galeria: Zdjęcia
ATomek jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 miesiące 2 tygodni 1 dzień 13 godz 21 min 8 s
Domyślnie

To jak spełniony sen z dzieciństwa z lekkim opóźnieniem

sen.jpg
ATomek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Stany !!! Azja Centralna A-R-S sebol Trochę dalej 96 28.07.2015 16:13
Azja Centralna sierpień/wrzesień 2012 gancek Umawianie i propozycje wyjazdów 20 21.07.2013 21:23
Korytarz Wakhański - Azja Centralna czerwiec-lipiec Piast Umawianie i propozycje wyjazdów 51 12.01.2013 12:43
Sprawy formalno - wizowe Azja Centralna i Mongolia ydoc Przygotowania do wyjazdów 47 19.06.2012 23:17
Azja Centralna Magnus Trochę dalej 138 29.11.2009 08:31


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:19.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.