Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Relacje z podróży > Trochę dalej

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10.07.2013, 15:30   #11
Graz
 
Graz's Avatar


Zarejestrowany: Feb 2013
Posty: 41
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Graz jest na dystyngowanej drodze
Online: 3 dni 9 godz 15 min 57 s
Domyślnie

Wow!!!!
Graz jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 11.07.2013, 08:02   #12
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Weekend w Tokaju czyli tydzień w Transylwanii, cz. III: Transasfaltina

Z lasu jakoś udało się w końcu wyjechać na drogę, pokazaną z resztą bardzo dokładnie przez Garminka (,,W nawi funkcji kupa, ino nawigator d..a''). W strugach deszczu skierowaliśmy sie do pobliskiej ,,pensjuny'' coby wyschnąć. Wstawiliśmy do łazienki kilka elektrycznych grzejników, a dobry obiad poprawił nam humory.







Po powrocie do pokoju zastaliśmy atmosferę gęstą od oparów wydobywających się z naszych ubrań i butów. Na pewno to i tylko to było przyczyną porannego bólu głowy, no bo przecież nie ta Żubrówka, którą popijaliśmy obiad, ani nie to piwo z kukurydzy w 2.5-litrowych butelkach, które przez przypadek stały koło Żubrówki i nęcąco szeptały ,,wypij mnie! I mnie! I mnie też!''.





Przy pomocy tableta dwa dni wcześniej wyrwanego przemocą z silnych córeczkowych rączek (komunia była w maju) mogliśmy podkradać internet wszędzie tam, gdzie ,,sieć jest niezabezpieczona hasłem''. Niestety, aktualnych prognoz pogody w swoich archiwach nie mialem Córeczka postawiła tylko jeden warunek - mam dbać o Pou, komputerowe zwierzątko w kształcie kartofelka, które nalezy karmić, przewijać i dostarczać wirtualnych rozrywek, bo inaczej marudzi tak, że system operacyjny Android 4.0 zaczyna się dusić od nadmiaru komunikatów. Zapewniłem więc zwierzątku kilka fastfoodów i sprawdziłem prognozy na najbliższe dni. Miało być mniej deszczowo i bardziej słonecznie, czyli dobra aura na wysokogórskie widoki. Wydawało się, że po dolaniu płynu problemy z chłodzeniem ustąpiły tak szybko jak się pokazały.





Położenie stolicy Rumunii - Bukaresztu - na południe od głównego łańcucha Karpat rodził dla doktryny wojennej z 1-szej poł. XX w. następujący problem: ewentualny przemarsz wojsk z południa na północ lub odwrotnie, mógłby odbyć się wyłącznie wzdłuż doliny, którą obecnie prowadzi Drum Nacionale 7, z Ramnicu Valea do Sibiu. Droga ta w pewnych warunkach i miejscach staje się śmiertelną pułapką. Nie trzeba być fachowcem, aby pojąć, że stosunkowo niewielkim nakładem sił można w tej dolinie zatrzymać nawet potężną armię, o ile w ogóle ta armia tam przejdzie, bo w kilku miejscach ruch drogowy na DN 7 odbywa się mostami zbudowanymi... wzdłuż rzeki. Nic więc dziwnego, że stratedzy tamtych czasów szukali rozpaczliwie rozwiązania problemu. Wpierw powstała słynna Transaplpina, do istnienia której także Wermacht przykładał wielką wagę, http://pl.wikipedia.org/wiki/Transalpina . Jakiś czas po II WŚ komunistyczny dyktator Rumunii Nicolae Ceauşescu wydał rozkaz zbudowania drogi równoległej do Transalpiny, lecz prowadzącej przez Góry Fogaraskie http://pl.wikipedia.org/wiki/Droga_Transfogaraska . Mówi się nawet, że była to jego wielka ambicja, wręcz obsesja, na ziszczenie której nie szczędzono nakładów finansowych ani ludzkiego życia. Z tego okresu - na szczęście - na obu drogach pozostały już tylko atrakcje turystyczne i unikatowe w skali Europy widoki.







Jednak dojazd do Urdele Pass, najwyższego punktu Transalpiny (ok.2200 npm.) nie wzbudził naszych większych emocji, czego powód był tylko jeden: asfalt. Co jak co, ale wyjątkowy charakter tej drogi został przez czarną masę, która położyła tam czarną masę, bezpowrotnie zamordowany.


http://youtu.be/Av1AuH3Z0q4












Skorzystalismy więc z rad napotkanych dzień wcześniej Teneriszczi, aby wbić się choć na chwilę w jedną czy drugą boczną dróżkę, odchodzącą od Transasfaltiny.











Szczęściem objazd sztucznego zbiornika Lacul Vidra po północnej stronie pomógł nam odzyskać poczucie estetyki gór i jednocześnie zatracić poczucie estetyki motocykli i ubrań





Tymczasem wrażenie grzejącego się silnika nie opuszczało mnie, a konkretnie mojej lewej nogi (w tym modelu tak to się objawia). Na postoju dolałem jeszcze trochę wody do układu. Było jakby lepiej....





Z Lacul Vidra sturlaliśmy się przepiękną drogą do Brezoi, stamtąd kawałek DN7 na południe i z Calimanesti w kierunku Suici, żeby wiejskimi boczkami wstrzelić się w drugi słynny standard - Trasę Transfogaraską, czyli DN7C. Zaraz za Calimanesti asfalt się skończył, droga zaczęła się piąć pod górę, a przeurocze wioski otwierały przed nami swoje życzliwe choć niebogate bramy.









Z tym że silnik w Tenerze znów zaczął się mocno przegrzewać, pozornie od długich podjazdów na niskich biegach...
__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 13.07.2013, 21:06   #13
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Weekend w Tokaju czyli tydzień w Transylwanii, cz. IV

Tego wieczoru nareszcie zrobiło się słonecznie, rozbity biwak nad górską rzeką zachęcał do wypoczynku. Kukurydziane piwo szybko ubywało z plastikowych flaszek.











Plan na kolejny dzień zakładał przejechanie Trasy Transfogaraskiej, z początku z lekkim odchyłem w stronę Curtea De Arges, coby poszukać w sklepach kartusza z gazem i poobserwować chłodzenie w Tenerce w miarę blisko cywilizacji.



Niestety, od samego rana w Tenerce kontrolka przegrzania silnika nie gasła już ani na chwilę, pomimo stałego uzupełniania wody. Objawy wskazywały na złe odpowietrzenie układu, ale przecież robiliśmy to już tyle razy... SMS-owa konsultacja z Polską pomogła przy ustalaniu szczegółów. Na stacji benzynowej w Curtea ponownie rozebraliśmy plastiki i w końcu Tomek zauważył przyczynę - urąbany wężyk przy chłodnicy, czego powodem była szpilka montażowa zbiornika, a raczej to, że do tej szpilki ów wężyk za bardzo się zbliżył. Chłodnicę odchyliliśmy na podkładkach, wężyk się założył, układ się zalał i po raz kolejny porządnie odpowietrzył.













Ruszyliśmy Nareszcie!!! Znacie to uczucie, kiedy uda się usunąć awarię i można spokojnie jechać dalej nie martwiąc się o nic. Czekały na nas widoki z kolejnych zakrętów Drogi Transfogaraskiej: szczyty, estakady i górskie jeziora









Jakieś 10 min. później z bliżej nieznanych powodów Gejes i jego kierownik wyrżnęli o asfalt, a elementy z logo BMW rozsypały się po drodze i rowach w promieniu kilku metrów...
__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.07.2013, 20:34   #14
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Weekend w Tokaju czyli tydzień w Transylwanii, cz. V

No i mamy atrakcje i przygodę. ,,Panie Hrabio'' siedzi w rowie i niezbyt po szlachecku opisuje swoje odczucia co do wypadku. Do tego trzyma się za prawą kostkę, a próbując wstać - syczy i klnie. Gejes leży w kawałkach, hiper-adventurowe składane kufry złożyły się trochę inaczej niż to przewidział producent... Zbieramy jeszcze lusterka, stawiamy moto na koła, oceniamy uszkodzenia... Tragedii nie ma, pali, więc pojedzie. Kufry się obwiąże paskami, klamki sie wyprostuje, lusterka pospawa. Ciuchy kierownika się połata, ale czy pojedzie sam kierownik, zobaczymy za jakieś 15-20 minut, kiedy jego nadnercza przestaną już produkować adrenalinę i będzie w stanie odczuwać ból i strach.

[img]tu powinny być zdjęcia, ale jakoś nie miałem fazy, by je wtedy robić...[/img]

Co się właściwie stało? Na przejazd mocno uczęszczanej Trasy Transfogaraskiej specjalnie wybraliśmy dzień powszedni, coby się w korkach nie snuć.
Tym bardziej uderzyła nas w oczy dość spora (znowu określenie specyficzne w warunkach rumuńskich) ilosć motocykli w ruchu, głównie Gejesów. Zdaje się, że w austriackim Garmisch-Partenkirchen odbywał się wtedy zlot ekipy spod znaku Będziesz Miał Wydatki, więc część jego uczestników postanowiła śmignąć przez Węgry do słynnych rumuńskich standardów. Jeden z takich obładowanych kuframi i pasażerką GSA1200 z Rzeszy Wschodniej jechał przede mną. Z jakiejś bramy wysunęła się wiekowa Dacia 1300 w niewiadomych zamiarach, z naprzeciwka jechał autobus, w każdym razie Austriak postanowił... stanąć w miejscu i przeczekać tę sytuację. Owszem, po Rumunii jeździmy ostrożniej niż zwykle, ale BEZ PRZESADY !!! Zahamowałem awaryjnie, jadący za mną Tomek też, ale jego motek złapał piach na poboczu i stąd gleba okraszona dwoma fikołkami kierownika.

Kostka Tomka nie puchnie, czyli złamanie raczej wykluczamy, kufry mocujemy paskami na ścisk i jedziemy naście kilometrów. Nie jest źle, Tomek prosi jedynie o tabletkę przeciwbólową. Nad jeziorem Vidraru przy słynnej DN7C zapada szybka decyzja - dasz radę jechać na stojąco? Tak, nawet lepiej niż po asfalcie. To objeżdżamy I tak zamiast smętnego snucia się wyasfaltowanym wschodnim brzegiem jeziora, wpuszczamy się w szutrową ale pełną kałuż ,,drum forestier'' po jego stronie zachodniej. Bajka na równe, choć nierówne, 21 kilometrów







Leśna zabłocona droga przechodzi znów w asfalt, którym wijemy się niespiesznie aż do najwyższego punktu Transfogaraskiej - tunelu na przełęczy Capra. Pełnia słońca, ruch niewielki, Tomek powoli zapomina o pechowej glebie. Gejesy duże i małe śmigają dalej, ale szczyty gór rekompensują nam niemal wszystko














Po drugiej stronie tunelu ciut zimniej i troszkę chmur. Ano... góry... Snujemy się aż do końca słynnej Transfăgărășan. Na końcowych winklach, już w lesie, coraz słabiej mi idzie, pomagam sobie podglądając ich kąty na nawigacji. Nie zawsze mapa pokrwya się z rzeczywistością





Na zakończenie pierwszej połowy tego bogatego w przygody dnia raczymy sie tradycyjną rumuńską mamałygą ze śmietaną i tartym serem. Pod tę samą restaurację zajeżdża bratnia świętokrzyska ekipa na cruiserach, chcą tego dnia kończyć już jazdę...



...a nam telefony podpowiadają, że mamy jeszcze dzień lub dwa do wykorzystania zanim zaczniemy na dobre wracać do Kraju. Noga Tomka nie przysparza większych zmartwień. Po prostu boli, ale enduro przecież nie klęka. Obieramy więc kierunek: szutry Transylwanii oraz kamieniste i leśne trakty Gór Kelimenskich i Rodniańskich.

















Wszystko idzie dobrze, póki nie okazuje się, że nie tylko rozpaprane kufry w Gejesie, ale też sakwy w Tenerce przestały dawno spełniać swoje funkcje, a bagaż systematycznie z nich wylatuje i ubywa. Na najbliższym biwaku uprawiamy jakieś ,,druciarstwo bez pojęcia'', ale zobaczymy na ile się to zda...















__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 25.07.2013, 19:27   #15
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Weekend w Tokaju czyli tydzień w Transylwanii, cz. VI

Kolejne dwa dni minęły nam względnie spokojnie. Lekko kulejący ,,Panie Hrabio'' radził sobie świetnie. Bagaż się nie gubił, pogoda nie płatała figli. Z Transylwanii skierowaliśmy się na północny wschód, w Góry Kelimeńskie (Munti Calimani). Dobra i aktualna velomapa w Garminku podpowiadała ścieżki, których nie było na mapach papierowych. Nie padało juz od dwóch dni, więc ryzyka nie było praktycznie żadnego; jazda po kamieniach, a nie po błocie, przychodziła nam łatwiej i weselej










Niekiedy mijaliśmy wymarzone miejsca na biwaki, niestety pośrodku dnia, więc ,,obowiązek'' pchał nas dalej....









... a niekiedy poprawialiśmy bawarską myśl techniczną.




,,Panie Hrabio! Podano kawę''





W jednym z kolorowych choć tłocznych rumuńskich miasteczek, już bliżej Gór Rodniańskich (Munti Rodnei), postanowiliśmy ponownie rozejrzeć się za karutszem z gazem. Gazu turystycznego jako takiego nie było, ale w miejscowej hurtowni budowlanej dobrano nam podobny produkt.... gaz do spawania Nawet gwint do palnika się zgadzał, choć przed pierwszym jego uruchomieniem mieliśmy niejakie obawy, zupełnie jakbym kupił Córci zestaw ,,Mały pirotechnik''.







A oto jak stereotypowe postrzeganie motocykli dualsportowych, a ściślej: łatowierność ich kierowników, prowadzi do sromotnego odwrotu z obranej drogi. Z Vatra Dornei do Nasaud biegnie linia kolejowa, której fragment pokonuje zakosami przełęcz pomiędzy Tesna a Lunca Ilvei. Niektóre mapy podpowiadają, że wzdłuż torów prowadzi droga, wprawdzie nikczemnej jakości i klasy odśnieżania, ale jednak droga. Przy ostatniej przed przełęczą stacji kolei zasięgnęliśmy języka co do jazdy tą drogą. Nie wiem dlaczego, ale frazę ,,spokojnie dacie radę tam przejechać'' wypowiedzianą w znanym mi języku bądź na migi, słyszałem już wiele razy, nawet jeśli chodziło o błoto, bagno, gęsty las lub górską ścieżkę szerokości dłoni, do tego porządnie nachyloną i wyeksponowaną. Cóż, pewnie widok naszych niby-kostkowych opon i napis ,,Dakar''na BMW podpowiada ludziom, że fruwamy na naszych sprzętach jak po motocrossowych hopkach albo jak we freeride'owych zawodach. Nieodmiennie, zwłaszcza w stromym lub gęstym błotku, kończy sie to wycofem. Tak było dwa lata temu pod wyciągiem narciarskim w Borsie...





... tak też było i tym razem:



To nie koniec niespodzianek. Wyszukana z trudem droga omijająca wspomnianą ,,przełęcz kolejową'' okazała się ,,Drum in Lucru'', czyli w budowie. Tym razem nie uwierzyliśmy zapewnieniom, że ,,tymi motocyklami spokojnie damy radę''. Znów wycof...






Generalnie jednak trzymaliśmy się już dróg względnie suchych. Wiele z nich to szutrostrady wijące się przez lasy i wsie...









... az do mostu w miejscowości Carlibaba, już na pograniczu gór Maramuresz i Bukowiny, aby powiedzieć sobie, że plan (którego nie było) wykonany jest w 110%. Odtąd, poza krotką przerwą techniczną na przełęczy Prislop...







... i ostatnim biwakiem ...





... pozostał nam już tylko dzień lakonicznej dojazdówki.
__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 02.08.2013, 23:24   #16
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Weekend w Tokaju czyli tydzień w Transylwanii, cz. VII, powrót

Tylko co tu pisać o tym najmniej optymistycznym dniu całego wypadu? Że padało po drodze? Że na ostatnim biwaku kopruchy i mrówki żarły nas niemiłosiernie, a płyn przeciw owadom wręcz zdawał się je przyciągać? Ech, sami rozumiecie... po prostu żal było wyjeżdżać...







__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.08.2013, 10:27   #17
calgon
 
calgon's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Wroclaw
Posty: 1,895
Motocykl: RD04
Przebieg: 40.000
calgon jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 2 tygodni 1 dzień 14 godz 53 min 7 s
Domyślnie

Dzięki
__________________
Agent 0,7
calgon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 04.08.2013, 11:03   #18
Wegrzyn
 
Wegrzyn's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2009
Miasto: Radoszewice
Posty: 1,282
Motocykl: RD07
Przebieg: 32000
Wegrzyn jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 2 tygodni 2 dni 10 godz 5 min 53 s
Domyślnie

Fajny wyjazd My za dwa tygodnie w tamte rejony lecimy. Fotki inspirujące
__________________
Wegrzyn jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.08.2013, 02:18   #19
Orzep
Zwykły przechodzień...
 
Orzep's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: DW
Posty: 1,837
Motocykl: GS12y
Orzep jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 3 dni 11 godz 45 min 7 s
Domyślnie

...bez uszczypnięcia beemFu by się nie obeszło

Pozdro Orzep
__________________
-- Nie wzywaj imienia Pana bOrzepa nadaremno-- -- Trudno jest powiedzieć NIE, gdy wszyscy mówią TAK --
Orzep jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 05.08.2013, 10:00   #20
sowizdrzal
Turysta DualSport
 
sowizdrzal's Avatar


Zarejestrowany: Jul 2011
Miasto: Chorzów
Posty: 592
Motocykl: KTM 1250 6T
Galeria: Zdjęcia
sowizdrzal is an unknown quantity at this point
Online: 2 tygodni 2 dni 3 godz 22 min 40 s
Domyślnie

Cytat:
Napisał Orzep Zobacz post
...bez uszczypnięcia beemFu by się nie obeszło
To akurat od samego początku było jasne jak d..a młodego aniołka

Miło mi, że chciało się Wam dobrnąć do końca
__________________
Sowizdrzał
KTM 1200 6T
Nie wierz, nie bój się, nie proś!
sowizdrzal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Góry Przeklęte dla początkujących, czyli jak bardzo można poobijać się w tydzień… [2012] jagna Trochę dalej 89 10.05.2013 23:03
II WEEKEND Z KONIEM W TLE - 4-5 czerwca- CZYLI G. SOWIE I NIE TYLKO PO RAZ DRUGI. szparag Imprezy forum AT i zloty ogólne 152 06.07.2011 16:57


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:44.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.