Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05.05.2017, 13:35   #5
Vee
BRAAP BRAAP
 
Vee's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Nov 2015
Miasto: ZK
Posty: 181
Motocykl: DL650AL4; XT660z
Przebieg: rosnący
Vee jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 tydzień 1 dzień 11 godz 36 min 59 s
Domyślnie

Dzień 3 - 01.05.2017

Dzisiaj planuję objechać Wdzydzki Park Krajobrazowy. Najpierw jednak udaję się niedaleko Gołubia, do Sikorzyna, gdzie znajduje się XVII-wieczny Dworek Wybickich. Nie udaje mi się dostać do środka, chyba jestem za wcześnie.



Odpuszczam sobie powrót do głównej drogi na Szymbark, więc szukam dojazdu bezpośrednio do krajowej 20.



Szosa się znajduje, więc ruszam dalej na północny-wschód. W Egiertowie odbijam w prawo na 224 i szosą Kartuską jadę w stronę Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego. Kawałek dalej zjeżdżam na wiejską drogę do Połęczyna. Znajduje się tu urokliwy kościółek z 1912r.



Obok przebiegała w latach 1921-1939 granica Wolnego Miasta Gdańsk. Została ona wytyczona na podstawie postanowień Traktatu Wersalskiego po I wojnie światowej. Przebieg granicy miał uwzględniać zarówno warunki naturalne jak i społecznie i ekonomiczne. Początkowo linię graniczną wyznaczały drewniane pale wkopane w ziemię co 100 do 300 metrów (później zamienione na słupki z granitu).



Widok ze wsi na okoliczne pola jest iście idylliczny.



Ruszam dalej i kieruję się do Wilczych Błot Kościerskich. W miejscu tym, przy drodze, stoi XIX-wieczna kuźnia, będąca częścią starego folwarku. Można ją obejrzeć tylko z zewnątrz, gdyż jest to własność prywatna.



Przejeżdżając przez Starą Kiszewę kieruję się na gotycki Zamek Kiszewski, wybudowany w XIV w. Zajeżdżam pod główną bramę i spotykam grupę 30 cyklistów. Dowiaduję, się, że obiekt jest zamknięty, ale po telefonie do zarządcy okazuje się, że ktoś nas wpuści. Po odczekaniu pół godziny i braku odpowiedzi na kolejny telefon decydujemy się ruszyć dalej. Szkoda.

Jadę dalej bocznymi drogami przez Chwarzno i Okoniki. Trasa wiedzie przez las iglasty. Jest bardzo ciepło i a woń lasu bardzo umila podróżowanie. Po drodze trafiam na kolejne miejsce pamięci związane z czasami okupacji.



Opuszczam nitkę asfaltu, żeby drogami gruntowymi dotrzeć do Rezerwatu Archeologiczno-Przyrodniczego "Kręgi Kamienne" w Odrach. Jazda jest bardzo przyjemna. K60 Scouty robią dobrą robotę na szutrowych i piaszczystych, leśnych odcinkach.









Rezerwat to kompleks leśny o powierzchni prawie 17ha, na którym znajduje się cmentarzysko plemiona Gotów. Kręgi kamienne i kurhany pochodzą z początków naszej ery (70 do 200r). Obszar jest bogaty we florę. Rośnie tu m.in. bór sosnowy, porosty i wrzosowiska.





Miejscu temu nie można odmówić magicznej aury. Ciepło, zapach i szum lasu powodują wyciszenie i uspokojenie. Warto przysiąść nad brzegiem rzeki Wdy.



Mój odpoczynek przerywa banda bachorów drąca ryja na cały regulator. Nie żebym miał coś przeciwko dzieciom, ale tak przyjemne miejsce aż prosi się o uszanowanie spokoju. Nie namyślając się długo zwiedzam resztę rezerwatu w szybszym tempie, odpalam DLa i ruszam w drogę.



Kieruję się na Jezioro Wdzydze. Objeżdżam jego wschodnią część przez Borsk, Wdzydze Tucholskie i Olpuch. Zajeżdżam do Wdzydz Kiszewskich z zamiarem wspięcia się na wieżę widokową mieszczącą się na brzegu jeziora. Tak szybko jak wjeżdżam do miejscowości, tak szybko wyjeżdżam. Ilość turystów powala, a sama wieża jest poważnie oblężona. Niechybnie kojarzy mi się to z Mielnem, nad morzem Bałtyckim, w czasie sezonu. Nie dziękuję, od tego właśnie uciekam.



Zbliża się pora obiadokolacji, więc przez Kościerzynę i Sikorzyno wracam do swojego miejsca noclegowego. Po definitywnym zabiciu głodu za pomocą golonki i białej kiełbasy decyduję się wyjechać na poszukiwanie wieczornych widoków w Kaszubskim Parku Krajobrazowym. Na parkingu, niedaleko Złotej Góry, spotykam kolejnego motocyklistę na V-Stromie. Rozmawiamy przez chwilę i decydujemy się pojechać wspólnie w stronę Kartuz. Przyjemnie spotykać tak wielu otwartych ludzi o podobnych zainteresowaniach.



Jako, że zostało jeszcze sporo czasu do zachodu Słońca zjeżdżam na boczne drogi bez żadnego planu.







Zatrzymuję się często, żeby napawać się widokami. Nigdy nie wiadomo co pojawi się za kolejnym zakrętem czy wzniesieniem.









Po powrocie na nocleg biorę się za smarowanie łańcucha. W oponie znajduję taką oto niespodziewankę.



No nie powiem - dzisiejszy dzień zabił mi gwoździa. Siedzi głęboko, na razie nie ruszam. Rano zastanowię się co z tym fantem zrobić.

Jutro powrót do domu przez Park Krajobrazowy Dolina Słupii oraz (częściowo) Szlakiem Obiektów Hydrotechnicznych.

Przejechany dystans: 299km

cdn.

Ostatnio edytowane przez Vee : 01.07.2017 o 13:50
Vee jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem