Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 24.06.2014, 22:19   #103
sluza
 
sluza's Avatar


Zarejestrowany: Nov 2010
Miasto: Bialystok I Akalice
Posty: 1,707
Motocykl: AT RD07a; XR600R
sluza jest na dystyngowanej drodze
Online: 2 miesiące 1 tydzień 4 dni 19 godz 31 min 39 s
Domyślnie Dzień 7 – 29 maja 2014 – jak Farcau zdobywaliśmy

Dzień 7 – 29 maja 2014 – jak Farcau zdobywaliśmy; część 1

Dlaczego Farcau?
Właściwie to dlaczego Maramuresz?
Od momentu kiedy zobaczyłem wspaniale zrobiony film Louisa z 2011 zapragnąłem pojechać na Maramuresz. Najbardziej zapierały dech fragmenty z wjazdu na Farcau. Coś niesamowitego. Evvil skontaktował się z Louisem, dostał od niego track, ale z zastrzeżeniem, żebyśmy się nie pchali tam Afrykami.
Nie rozumieliśmy ostatniego zdania…
Porankiem znów podzieliliśmy się według tego samego klucza co dzień wcześniej. Cofnijmy się na chwilę do poprzedniego dnia...

P1000184.jpg

Śliwowicy wprawdzie poprzedniego wieczora nie mieliśmy, ale pozostaliśmy wierni co do reguły zapijania. Z tą małą colą to się Tomek wygłupił, potem zresztą przepraszał

P1020115.jpg

Wracając z knajpy wpadliśmy na pomysł zrobienia sobie zdjęcia grupowego. Humory dopisywały do tego stopnia, że nasze serca otwarły się na ludzką niedolę. Napotkany na przystanku bezdomny gestem poprosił nas o papierosa, a my w nadludzkim odruchu dobroci złożyliśmy się po 10-20 lei i wręczyliśmy my mu sporą sumkę. Papierosa też dostał, mógł sobie nawet wybrać markę.

Następnego dnia do wyjazdu stawił się: Wojtek (you understand), Krzysiek, Mateusz, Tomek, Marek, który generalnie jeździł z Transalpami, i ja. Sawy pożyczył nam navi z trackiem, dzięki Sawy.

Z Borsy pomknęliśmy da Repedea, asfaltem oczywiście. To stamtąd rozpocznie się faktyczny wjazd na Farcau.
Po około 50 km docieramy do Repedea, gdzie akurat odbywa się targ przy głównej ulicy. Na poboczu można chyba kupić wszystko: od owoców i warzyw po okna z profili PCV.

Jadąc szosą przez Repedea track kieruje nas w lewo, w jakąś wąską uliczkę, na którą normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi, i zaczynamy wspinać się po brukowanej drodze w kierunku rosnących przed nami gór. Jadę pierwszy, tempo mamy dobre. Wyskakuję zza osłoniętego krzakami zakrętu, z naprzeciwka pędzi VW Golf, tylko ręką zdążyłem ostrzegawczo do kierowcy machnąć i patrzę w lusterko spodziewając się najgorszego, bo za mną leciał Tomek. W tym samym momencie widzę zapalające się światła stop w golfie i Tomka wylatującego zza zakrętu. Naprawdę niewiele brakowało. Ufff, znowu uratowałem komuś życie.
Jedziemy dalej. Brukowana ulica przechodzi w kamienisto/szutrową górską drogę. Ciągle w górę, wspinamy się, ale niepokoi mnie, że jest jakoś za łatwo.

Louis mówił Afrykami się nie pchajcie, a my łykamy to jak małe Kazie.
Wreszcie staję przed trudnym wyborem, bo pojawia się pewna niejednoznaczność: czy jechać dalej drogą skręcającą w lewo czy wspiąć się jakimś ostrym podjazdem jeszcze lewszym niż droga.
Wybieram podjazd i wjeżdżam pod niego z łatwością i profesjonalną pewnością siebie. Zaraz za podjazdem zatrzymuję się i czekam aż wszyscy wjadą. Bo wiecie, ja jestem taki, że czekam na każdego i jeśli ktoś upadnie to biegnę mu pomagać.
No i właśnie wszyscy wjechali, pojechali trochę wyżej, ja ruszyłem za nimi ….. i jakoś lamersko się wypierdzieliłem. Powiało teraz lekką amatorką.
Musieliśmy zawrócić na track. Poczułem już, że coś nie tak z paliwem. Znowu problemy z pompą?
Aaaa, zapomniałem nadmienić, że poprzedniego dnia po powrocie z dużej wódki i kilku piw razem z Mateuszem pożyczyliśmy od Sawego pompę mikuni i podłączyliśmy do mojej Afry. Ale jak podłączyliśmy !!!!
Przewód chyba odpowietrzenia/napowietrzenia baku podłączyliśmy jako podciśnienie do pompy, ale jeszcze z tym jakoś jeździłem, bo nawet nie pamiętaliśmy tego. Po paciaku paliwo przelało się pod/nad membranę pompy i nie działało to już dobrze. Motocykl tracił moc w najmniej odpowiednim momencie.

P1020130.jpg

Pod ten podjazd jeszcze wjechałem jak mistrz i czekałem komu pomóc

P1020144.jpg

Ale potem na wolnych obrotach albo mi zaczynała się dusić lub wręcz wariować i wchodzić na 3000 obr. Jedyna pomoc na jaką mogłem liczyć to ta ze zdjęcia.
Potem było coraz gorzej, vide zdjęcia poniżej

99999.jpg

Procedura standardowa – przechodzimy na grawitację

P1020168.jpg

Jedziemy dalej. W końcu wyjeżdżamy ponad linię lasu i ………łaaaaaaaaał, i tak już zostaje nam do końca.

P1000195.jpg

Niemal co kilkaset metrów zatrzymujemy się i ………..łaaaaaaaaaaaa

P1020181.jpg

Szyja boli od kręcenia głową, gdzie oczu nie przyłożysz tam góry i pagórki po horyzont. Niski pułap skłębionych ciemnych chmur jeszcze bardziej potęguje piękno Karpat.
To już koniec łatwego. Teraz zaczyna się dopiero prawdziwa walka. Musimy wjechać kolejno…

999991.jpg

Na pierwszym podjeździe upadam. Zresztą nie tylko ja. Wyraźnie moja tylna opona Metzeler Enduro Sahara nie daje rady. Ale podnoszę się, zjeżdżam i próbuję jeszcze raz. Już, już niewiele brakuje….. i znowu gleba. Chłopaki pomagają mi się pozbierać, ale ja nie dam rady jechać. Wyręcza mnie Mateusz, który musi jeść dużo kaszy ze skwarkami, bo skąd w nim tyle sił. Zdobywamy pierwszą halę. Jeszcze tylko czekamy na Marka, ale on chyba nie da rady… A tu niespodzianka, Marek się wpyrkał, a taki niedoświadczony.

P1000203.jpg

Jestem wykończony, W Y K O Ń C Z O N Y… Kuźwa dalej nie dam rady.
Następny podjazd poważnie wystawia na próbę moją silną wolę

P1000200.jpg

Pierwszy zaatakował ten podjazd Tomek na swoim Tigerze XC. Ładnie poszedł, aż dziwne, bo ten motocykl był cały czas zepsuty, (ktoś w końcu to musiał powiedzieć). Potem Mateusz, już byłem pewny, że wyglebi, a jednak jakimś cudem wjechał. Następny Krzysiek, Wojtek… wjechali.
Ja pier….ę, ja nie dam rady, nie jadę i już. Marek też chce zostać, też ma Saharę. Taaak, najlepiej zwalić na opony…
Chłopaki wjechali na pierwszy podjazd, ale wyżej już nie jadą tylko szukają trawersu i znikają mi z oczu. Marek chce zobaczyć co jest dalej na tej hali, a ja się waham… Zalega cisza, nie słychać warkotu silników, tylko wiatr.. Możecie to sobie wyobrazić?
Waham się, czy zostać z Markiem i uratować tylko jego, czy jechać za chłopakami i uratować cztery istoty… Odpowiedź jest tylko jedna… Dylemat następny: na jedynce czy na dwójce? Nie pamiętam na którym biegu, ale wjechałem gładziutko. Na górze zatrzymałem się, żeby zawołać Marka, ale go nie widzę. Chłopaków też zresztą nie, ale jest w trawie jakiś lekko widoczny ślad więc po nim jadę. Ślad doprowadza mnie do jakiejś krowiej ścieżki, w oddali widzę chłopaków jak zmagają się przy jakimś żlebie. Uf, uratowałem ich….

P1000209.jpg

P1000205.jpg

Jestem w euforii. Jak ja się cieszę, że pojechałem za nimi...

CDN

Ostatnio edytowane przez sluza : 24.06.2014 o 22:31
sluza jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem